środa, 26 lutego 2014

Rozdział 17

Federico
- Wiesz co Fede? Ja sama nie wiem. Mówisz, że nie jesteś na mnie zły a przed chwilą w Resto co to było? - zapytała patrząc na mnie
- Nic. Ja nie miałem ochoty siedzieć już w barze tylko chciałem wrócić do domu bo serio mam gorszy dzień - wytłumaczyłem.
- Zresztą nie musisz mi się tłumaczyć - stwierdziła. - Idę do domu - odwróciła się ode mnie i poszła w przeciwną stronę.
- Ludmiła no stój - pobiegłem za nią.
- No co? - spytała nie odwracając się do mnie
- Czemu taka jesteś?
- Czyli jaka?
- Oschła w stosunku do mnie. Chyba się przyjaźnimy nie? - w tej samej chwili się zatrzymała odwróciła w moją stronę
- Ty mi powiedz. Od jakiegoś czasu mniej gadamy, ty stałeś się inny. Co było po tym jak Diego miał wypadek? Pomagałeś mi. Zawsze byłeś przy mnie. Nagle bum. Zaczynasz mnie unikać, oskarżasz o coś czego nie zrobiłam. Nie tak zachowują się przyjaciele - podniosła głos.
- Ludmiła ciszej. Ludzie się gapią - szepnąłem patrząc na przechodniów obserwujących nas.
- Mam to gdzieś. Całe życie jest do bani. Najpierw straciłam rodziców, później Diego zapadł w śpiączkę i się obudził ale przez jakiś czas nie wiedział kim jestem. A mój najlepszy przyjaciel ma mnie gdzieś. Normalnie raj - wykrzyknęła.
- Uspokój się Lu - uciszałem ją cały czas.
- Nie uspokoję się. W ogóle nie wiem czemu ty mi pomagałeś co? Zrobiło ci się mnie żal? Czy może chciałeś po prostu przestać myśleć o Larze? - zapytała patrząc na mnie
- Właśnie, że nie. Pomagałem ci bo chciałem. Widziałem, że się zmieniłaś. Nie wiem tylko czy na pewno w 100% patrząc na twoje zachowanie - przyznałem.
- To może wcale się do mnie nie odzywaj co? Będzie najlepiej dla każdego z nas - krzyknęła a po jej policzkach słynęły łzy.
- Lu - podszedłem do niej i chciałem ją przytulić ale się odsunęła.
- Nie dotykaj mnie - szybko odbiegła. Przejechałem dłońmi po twarzy.
- Cholera Federico ty idioto - powiedziałem do siebie. Skierowałem się w stronę domu. Po kilkunastu minutach już tam byłem.
- Fede co jest? - zdziwiła się Viola siedząc w salonie na kanapie razem z Leonem
- Nic. Idę do siebie - pobiegłem na górę i zamknąłem pokój. Wziąłem gitarę do ręki i usiadłem na łóżku. Zacząłem coś brzdąkać. Po chwili grałem melodię do Ti credo. Nie wiem czemu akurat tą ale nie ważne. Chwilę potem cicho śpiewałem.

Następny dzień.
Wyszedłem z domu bardzo wcześnie. W Studio jeszcze nikogo nie było oprócz nauczycieli. Poszedłem do sali z instrumentami. Siadłem na krześle i wyciągnąłem jakieś kartki. Próbowałem napisać piosenkę ale nie udawało mi się.
- Fede - do sali po jakimś czasie weszła Fran. - Chodź zaraz zajęcia z Pablo - dodała.
- Że co? Ja tu siedziałem próbując coś napisać półtorej godziny? - zapytałem samego siebie
- Chodź - pociągnęła mnie za rękę w kierunku auli. Po chwili wszedł do niej dyrektor.
- Cześć dzieciaki. Mam nadzieję, że macie nowe piosenki przygotowane - uśmiechnął się do nas. O nie. Zapomniałem. - To kto najpierw? Może... Federico - zaproponował.
- Bo ja... - chciałem coś powiedzieć ale Leon popchał mnie w stronę sceny. Cholera nie mam piosenki.
- Zaczynaj - usiadł na jednym z wolnych krzeseł. Wziąłem do ręki mikrofon i nagle zacząłem śpiewać jakąś piosenkę.

Es necesario poder rugir
Inevitable saber gritar
Es importante para sentir
Imprescindible para cantar

Cura la fiebre y te hace bien
Al escenario y a disfrutar
Mueve la pelvis en su vaivén
Pon el vértigo y a bailar

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Muy precisos movedizos
Con los pies levanta el piso

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Como la luna quiero brillar
Hasta las piedras quieren bailar

Es necesario querer latir
Inevitable saber vibrar
Es importante para vivir
Imprescindible para cantar

Cura la fiebre y te hace bien
Al escenario y a disfrutar
Mueve la pelvis en su vaivén
Pon el vértigo y a bailar

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Muy precisos movedizos
Con los pies levanta el piso

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Como la luna quiero brillar
Hasta las piedras quieren bailar

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Muy precisos movedizos
Con los pies levanta el piso

Luz, cámara y acción
Luz, cámara y acción
Como la luna quiero brillar
Hasta las piedras quieren bailar

Hasta las piedras quieren bailar

Jak ja to zrobiłem? Nawet nie znam tej piosenki.
- Brawo - wszyscy zaczęli klaskać. Zeszedłem ze sceny i złapałem szybko kartkę i długopis.
- Fede wiesz, że to ta piosenka co śpiewałeś lunatykując? - spytała moja kuzynka a ja na nią spojrzałem
- Że co? - zdziwiłem się
- No tak. Nie pamiętasz? - ja tylko pokręciłem głową i zacząłem pisać słowa tej piosenki. Do końca lekcji przedstawialiśmy piosenki. Co dziwne na zajęciach nie pojawiła się Ludmiła. No dobra może się na mnie wkurzyła ale nie powinna opuszczać zajęć.
- Natalia - zawołałem przyjaciółkę.
- Co tam? - podszedłem do niej
- Gdzie jest Ludmiła? - spytałem
- Emm.. tego nie wiem ale... coś ty jej wczoraj zrobił? Clara powiedziała, że wróciła do domu cała zapłakana - stwierdził.
- Właśnie nic. Wkurzyła się na mnie bo powiedziałem jej tylko, że mam gorszy dzień a nie, że jestem na nią zły - wyjaśniłem. - Chyba muszę z nią pogadać i ją przeprosić bo nieźle się na mnie wczoraj wydarła - podrapałem się po karku.
- Masz okazję - wzruszyła ramionami, odwróciła mnie w drugą stronę i popchnęła do przodu.
- Lu zaczekaj - złapałem jej nadgarstek kiedy miała mnie minąć.
- Puść mnie - warknęła.
- Musimy pogadać - odparłem.
- Nie mamy o czym - syknęła. Westchnąłem i pociągnąłem ją do sali z instrumentami.
- Teraz mnie posłuchaj - poprosiłem kiedy zamknąłem drzwi.
- A jeśli nie chcę? - zapytała
- Wtedy nie dam ci spokoju aż ze mną nie pogadasz... bez krzyku - odpowiedziałem.
- To jest szantaż - stwierdziła.
- Nie szantaż tylko prośba - poprawiłem ją.
- Jakoś tak nie brzmiało - bąknęła mają spuszczony wzrok.
- Mogłabyś na mnie spojrzeć? - spytałem ale ona się nie odezwała - Ludmiła - podniosłem głos.
- Co? - wkurzyła się
- Ja ciebie już w ogóle nie rozumie. O co ci chodzi? Przecież cię przeprosiłem - powiedziałem.
- Nie chodzi o ciebie - zaprzeczyła.
- To o co? Od kilku dni jest inaczej. Co chwilę się kłócimy - spojrzałem na nią.
- No bo... za dwa dni jest rocznica śmierci rodziców a ja zawsze się denerwuje na każdego kogo popadnie kilka dni wcześniej - wyjaśniła.
- Nie mogłaś powiedzieć?
- Przecież wiesz, że ten temat jest dla mnie bardzo ciężki.
- Racja przepraszam - podszedłem do niej i ją przytuliłem.
- Ja też za to, że na ciebie tak wczoraj nawrzeszczałam - wyszeptała wtulając się w mój tors.
- Nic się nie stało - powiedziałem cicho. - Ludmi... - zacząłem bo chciałem jej powiedzieć co do niej czuję.
- Hmm? - spytała nie odrywając się ode mnie
- Bo ja muszę ci coś powiedzieć - przyznałem niepewnie.
- Fede weź mnie nie strasz - poprosiła odsuwając się i patrząc na mnie.
- To nic złego... chyba - ostatnie słowo wyszeptałem.
- To powiesz? - zapytała po kilku minutach ciszy
- Ja.. - znowu ktoś mi przerwał. Tym razem był to Andres wchodzący do sali.
- Upss.. przeszkodziłem wam? - spojrzał na nas
- Nie wy nigdy nie przeszkadzacie - wyszedłem z sali strasznie wkurzony i przy okazji trzasnąłem drzwiami.


Dwa dni później.
Właśnie wszedłem do Studio. Od razu skierowałem się do swojej szafki. Wcześniej zatrzymały mnie jeszcze dziewczyny.
- Wiesz gdzie jest Lu? - zapytała Fran
- Emm.. a nie ma jej jeszcze? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie
- Gdyby była to byśmy się ciebie nie pytały - oznajmiła Viola.
- Fakt. Nie wiem gdzie jest - mruknąłem.
- Bo wyszła z domu przede mną i nagle ja wchodzę do szkoły a jej nie ma - zdenerwowała się Natalia.
- Aha. Mogę iść do szafki? - spytałem a one mnie puściły. Wyciągnąłem swoje nuty na zajęcia i poszedłem do auli. - Diego - zatrzymałem go.
- Co tam? - usiadł na scenie a ja koło niego
- Ludmiła poszła na cmentarz co nie? - spojrzałem na niego
- Tak. Co roku ten dzień spędza tak, że najpierw idzie na cmentarz a później nie wychodzi z domu na krok - wytłumaczył mi.
- Ej co mamy powiedzieć reszcie? - burknąłem
- Prawdę - wzruszył ramionami. Akurat do sali weszła reszta naszych przyjaciół.
- Gdzie ona może być? - spytała Camila podchodząc do nas z resztą. Ja i Diego na siebie spojrzeliśmy a ja pokiwałem głową.
- Lu dzisiaj nie przyjdzie do szkoły - zwrócił się do nich.
- Czemu? - zapytali wszyscy a Diego im wszystko wytłumaczył. Po chwili do sali wszedł Pablo.
- Dobra dzisiaj podzielę was na grupy i zaśpiewacie piosenki - powiedział z uśmiechem. - Violetta, Natalia, Camila, Francesca i Ludmiła wybierzecie sobie jakąś piosenkę lub napiszecie i ją nam przedstawicie - spojrzał na dziewczyny. - Hmm... Leon, Maxi, Broduey, Marco, Federico, Diego i Andres wy również tak zrobicie. Czasu macie na to 3 tygodnie. Dzisiaj jak chcecie ustalcie sobie piosenki - usiadł na krześle i zaczął wypełniać jakieś papiery.
- To co śpiewamy? - spojrzałem na przyjaciół
- Ja myślałem nad tą twoją nową piosenką co wy na to? - spytał Leon
- Pewnie - zgodziliśmy się.

Kilka godzin później.
Właśnie stoję przed drzwiami do domu Natalii. Mam nadzieję, że Ludmiła jest w domu. Zadzwoniłem dzwonkiem a po chwili otworzyła mi Clara.
- Cześć Federico - uśmiechnęła się do mnie.
- Cześć Clara jest Ludmiła? - spytałem a ona wpuściła mnie do środka
- U siebie na górze - odparła.
- Dzięki - poszedłem szybko do pokoju przyjaciółki. Cicho zapukałem do drzwi. Kiedy usłyszałem, że mogę wejść otworzyłem drzwi. - Ludmiła - zauważyłem ją leżącą na łóżku.
- O Fede. Hej - podniosła się do pozycji siedzącej i na mnie spojrzała.
- Wszystko dobrze? - usiadłem koło niej i wytarłem jej łzy
- Tak dobrze nie musisz się mną przejmować - uśmiechnęła się blado.
- Ale ja chcę - zaprotestowałem a jej uśmiech się powiększył.
- Jak to jest, że tylko tobie udaje się mnie pocieszyć? - zapytała patrząc na mnie
- Bo jestem twoim przyjacielem? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie - Może chodź się przejdziemy do parku co? - zaproponowałem
- Nie chcę dzisiaj wychodzić - zaprotestowała i skuliła się na łóżku.
- Wiem, że jest ci ciężko ale nie możesz cały dzień siedzieć w domu - dotknąłem jej ramienia i ją po nim pogłaskałem delikatnie.
- Ale ty nie rozumiesz. Obiecałam sobie, że ten dzień spędzać będę zawsze na cmentarzu i w domu - z powrotem usiadła przez co byliśmy bliżej siebie.
- Obiecałaś sobie? Kiedy? - zaciekawiłem się
- Jak tylko dowiedziałam się o ich śmierci - spuściła głowę w dół a z jej oczu poleciały łzy. - Dzisiaj mija dokładnie cztery lata od tego wypadku - dodała cicho.
- Chodź poprawi ci to humor - zachęcałem ją.
- Federico czemu tak chcesz abym wyszła? - spojrzała na mnie ciekawa
- Bo nie lubię kiedy płaczesz - wyjaśniłem jej. Ona nic nie powiedziała tylko mnie mocno przytuliła. Rany chciałbym jej powiedzieć co czuje ale nie teraz. Nie tutaj i nie dzisiaj. Nie chcę już jej wypuszczać. Kiedyś wydawało mi się, że kocham Larę ale... to było zauroczenie. Ona i tak nigdy nie wróci więc nie ma co na nią czekać.
- O czym myślisz? - blondynka nagle się ode mnie odsunęła i usiadła na przeciw mnie
- Ogólnie to o wszystkim - wzruszyłem ramionami.



Sorki, że taki krótki ale.. właśnie ale.
Moja wena.. ona jak na razie się wyczerpała. Nie mam pomysłów na żaden rozdział z moich blogów. Teraz próbuję pisać wreszcie ten upragniony od kilku miesięcy na Violetta moja wersja i coś mi tak idzie. Obiecuję, że będzie on długi.
Co jeszcze? Aha nie wiem kiedy pojawią się rozdziały gdziekolwiek bo moja wena postanowiła zrobić sobie wakacje. No cóż każdy kto pisze bloga wie, że tak czasem jest.

Kocham was pysiaki :3

Ciao :*


P.S. Dzisiaj urodziny obchodzi Alba Rico Navarro. Kto pisał jej na Twitterze życzenia? Ja bym napisała ale nie mam tam konta :(
A tutaj taki bonus. Mały kolaż z naszą kochaną Albą:
Mojego autorstwa więc proszę nie kopiować!!!


Te Amo :*:*:*:*

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 16

Sorki, że bardziej skupiam się na Ludmile ale nie mam pomysłu na Naxi więc będzie więcej Fedemiły. Kto się cieszy? Pisać mi <3


Kilka tygodni później.
Ludmila
Szłam właśnie do Studio na zajęcia. Diego ciągle się nie obudził a ja się coraz bardziej o niego martwię.
- Lu czekaj - usłyszałam za sobą więc się odwróciłam. Po chwili koło mnie był Federico.
- Hej - uśmiechnęłam się.
- Jak tam? - spytał
- Em.. dobrze nawet - odparłam. Ruszyliśmy w kierunku szkoły. - A ty? Lara się odzywała? - spojrzałam na niego
- Nie i może to nawet dobrze - stwierdził.
- Że co? - zdziwiłam się
- Może ona nigdy mnie nie kochała? Może to było tylko zwykłe zauroczenie - wzruszył ramionami.
- Ale przecież ty ją kochałeś - przyznałam.
- To chyba też było tylko zauroczenie. Zresztą jak zwykle - westchnął.
- Jak to?
- Wiesz miałem już kilka dziewczyn co wydawało mi się, że je kocham ale później zdawałem sobie sprawę, że to było zauroczenie. Nie wiem czy kiedykolwiek spotkam taką dziewczynę, którą pokocham całym sercem - wyznał.
- Na pewno jakaś się trafi - pocieszyłam go.
- A ty? Byłaś kiedyś zakochana? - spytał
- Nie. Kiedyś chodziłam z Leonem ale to było aby nas zauważali i szanowali. Oraz dlatego, że dobrze razem wyglądaliśmy. Nie byliśmy zakochani. On jednak ze mną zerwał bo Viola dołączyła do szkoły i zakochał się w niej po uszy - zaśmiałam się na wspomnienie czasów kiedy nienawidziłam swojej przyjaciółki.
- Wiesz co? Cieszę się, że się zmieniłaś - uśmiechnął się do mnie.
- Ja też - szepnęłam. Spojrzałam na swoją komórkę.
I momentalnie popłynęło mi kilka łez.
- Ej co jest? - Fede objął mnie ramieniem
- Nie wytrzymam zaraz. Ja chcę żeby się wreszcie wybudził - wyszeptałam.
- Przecież się wybudzi - pocieszył mnie spoglądając na moją tapetę.
- Dobra nie będę się teraz rozklejać - odsunęłam się od niego i wytarłam łzy. - Chodź bo zaraz lekcja z Gregorio - pociągnęłam go w stronę szkoły.
- O są już - zauważył nas Leon siedzący razem z resztą pod szkołą.
- A wy czemu nie na lekcji? - zdziwił się Fede
- Bo Gregorio złamał nogę przez Tomasa - odpowiedział mu Marco.
- Tomasa? Tego Tomasa? Co Gregorio go tak nie znosi? I my z resztą też - patrzyłam na nich zdziwiona
- Tak przez tego idiotę - dodał Verdas.
- Leoś jest zazdrosny - powiedziałam z dziewczynami oprócz Violi.
- Wcale nie. Jestem od niego o wiele lepszy - stwierdził.
- I tym zdaniem przyznałeś, że nadal jesteś o niego zazdrosny - skomentował Maxi.
- Dobra dajcie spokój - machnął ręką.
- Ludmi wszystko ok? - Viola na mnie spojrzała
- Tak pewnie - uśmiechnęłam się sztucznie patrząc nadal w ekran telefonu.
- Lu mnie nie oszukasz - wstała z ławki i do mnie podeszła. - Wybudzi się słyszysz? Musisz zacząć w to wierzyć - pocieszyła mnie przytulając do siebie.
- Kiedy nie potrafię. Chcę wierzyć, że do mnie wróci ale.. - przerwał mi Federico.
- Czy ty musisz tak negatywnie do tego podchodzić? - spojrzał na mnie - Viola ma rację musisz wreszcie uwierzyć - dodał. Nagle mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo? - szybko odebrałam mimo, że numer się nie wyświetlił
- Czy rozmawiam z panną Ludmiłą Ferro? - usłyszałam
- Tak to ja. A z kim rozmawiam? - spytałam
- Jestem lekarzem ze szpitala pamięta mnie pani?
- Tak pamiętam coś się stało?
- Chciałbym poinformować, że pani kuzyn się wybudził ale nie mogę dodzwonić się do jego rodziców - zatrzymałam się przy pierwszej połowie zdania.
- Na prawdę? Czy ja mogę przyjść? - pisnęłam
- Tak oczywiście i trzeba zawiadomić jego rodziców - przyznał.
- Dobrze zrobię to - rozłączyłam się i szczęśliwa spojrzałam na resztę.
- Lu? Co jest? - zdziwiła się Fran
- D.. Diego się wybudził - pisnęłam patrząc na Violę.
- Żartujesz? - spojrzała na mnie zdziwiona
- Nie. Dzwonił lekarz wybudził się rozumiesz? - z oczu popłynęło mi kilka łez ale nie były to łzy smutku tylko radości - Muszę iść - dodałam.
- A możemy z tobą? - spytała Viola razem z resztą
- A zajęcia? - spojrzałam na nich
- Ty jesteś ważniejsza - uśmiechnęła się Camila.
- Dzięki wielkie - odwzajemniłam gest dziewczyny.
- Cieszymy się razem z tobą, że się wybudził - dodał Fede.
- Wiecie co? Wasza dwójka pomogła mi najbardziej. Za to wam dziękuję - przytuliłam się do Castillo i jej kuzyna. - No wy też chodźcie tu - zawołałam resztę a oni dołączyli się do uścisku.
- Ok może już chodźmy? - zaśmiał się Leon a my pokiwaliśmy głowami
- Pójdę nas zwolnić u Angie poczekajcie chwilę - Violetta szybko pobiegła do środka.
- I co a nie mówiłem? - Włoch na mnie spojrzał
- Niby co mówiłeś? - zaśmiałam się podchodząc do niego
- Że się wybudzi a ty nie chciałaś mnie słuchać. I kto miał racje? - spytał
- No dobra wszyscy mieliście racje a nie tylko ty - wystawiłam mu język. Po chwili wróciła brunetka. Ruszyliśmy w stronę szpitala. Byliśmy tam już po jakiś 25 minutach. Po drodze zadzwoniłam jeszcze do cioci i wujka aby im powiedzieć, że Diego się wybudził. - Przepraszam - zwróciłam uwagę jednej z pielęgniarek przy recepcji. - Chciałam się zapytać gdzie leży Diego Dominiguez? - dodałam
- Sala numer 27 na końcu korytarza - wskazała drogę uśmiechając się przy tym.
- Dziękuje - szybko tam poszłam. Zatrzymałam się jednak przed drzwiami.
- Lu? Czemu nie wchodzisz? - zapytał Marco a ja pchnęłam lekko drzwi i weszłam powoli do sali
- Diego - pisnęłam i podbiegłam do jego łóżka przytulając go.
- Kim ty jesteś? Ja ciebie nie znam. Nie dotykaj mnie - odepchnął mnie od siebie. Spojrzałam na niego ze łzami.
- N.. nie... pa..pamiętasz.. m...mnie? - wyjąkałam
- Nie znam cię - powtórzył. Po moich policzkach momentalnie poleciały łzy. Od razu wybiegłam z sali.
- Ludmiła - usłyszałam jeszcze krzyk przyjaciół ale nie zawróciłam. Mój własny kuzyn mnie nie pamięta. Wybiegłam ze szpitala najszybciej jak umiałam. Przebiegałam przez jezdnie cała zapłakana kiedy usłyszałam trąbienie samochodu.
- LUDMIŁA - krzyknął ktoś za mną a po chwili czułam, że jestem odpychana i upadam na ziemię razem z tą osobą. - Lu. Nic ci nie jest? - okazał się to być Federico
- On... on mnie... nie... pamięta - wymamrotałam przez płacz.
- Ćśśś.. nie płacz - przyciągnął mnie do siebie i szybko przytulił. Wtuliłam się w jego tors a on głaskał mnie po włosach.
- Dziękuje - wyszeptałam.
- Nie pozwoliłbym ci wybiec samej ze szpitala i to zalanej łzami - wyjaśnił. - Jesteś dla mnie bardzo ważna i nie chcę żeby coś ci się stało - dodał cicho całując mnie w czoło.
- Co? - odsunęłam się od niego i popatrzyłam mu w oczy
- Przecież jesteś moją przyjaciółką - z powrotem mnie do siebie przytulił. Siedzieliśmy tak przez jakieś 20 minut a ja i tak cały czas płakałam.
- Gdzie reszta? - wreszcie się trochę uspokoiłam
- Poszli po jakieś picie. Powinni tu być już dawno - odparł zdziwiony.
- Może nasze żarłoki chcieli jeść - zaśmiałam się wycierając łzy.
- Może - uśmiechnął się.
- Jesteśmy - przybiegli do nas przyjaciele.
- Bylibyśmy wcześniej ale żarłokom nagle zachciało się jeść - wkurzona Naty spojrzała na chłopaków.
- Słońce no weź. Na mnie się pogniewasz? - Maxi do niej podszedł i objął ją w pasie
- Na ciebie nie dam rady się gniewać ale reszta to co innego - mruknęła.
- Ołł jee - krzyknął szczęśliwy.
- Teraz cię nie znam - odsunęła się od niego i usiadła koło mnie na trawie. - Nie martw się przypomni sobie wszystko - pogłaskała mnie po ramieniu.
- Właśnie. Naty też nic nie pamiętała a tu nagle wystarczyło jedno małe coś i sobie przypomniała - wymamrotał jej chłopak.
- Czyli co? - zdziwiliśmy się
- No Maxiu mów - uśmiechnęła się Hiszpanka.
- A czy to ważne? - podrapał się po karku
- Pamiętacie te występy przed wszystkimi uczniami Studio? - zaczęła Navarro
- Tak i co? To znaczy słońce pamiętam, że wybiegłaś z sali a Maxi za to... - Camila nie dokończyła tylko popatrzyła na parę - ...bą - dokończyła po chwili
- Czyli wtedy byliście już razem? - pisnęły Viola, Fran i Cami.
- Chwilę później - sprostował Ponte.
- I my się dowiedziałyśmy kilka dni później. A podobno się przyjaźnimy i nas bardzo mocno kochasz - Fran spojrzała na brunetkę z żalem.
- Bo kocham was bardzo mocno. Razem z Clarą i Maxi'm jesteście na pierwszym miejscu i dobrze o tym wiecie - wstała i je przytuliła.
- A my to co? - spytali chłopcy oprócz rapera
- No was też mocno kocham bo traktuję was jak rodzinę i jesteście na trzecim miejscu - uśmiechnęła się.
- A kto jest na drugim? - zdziwił się Federico
- Na drugim hmm.. Angie - zaśmiała się. - A Lu jest też na pierwszym - dodała patrząc na mnie.
- Wiecie co? Ja serio nie rozumie jakim cudem wy mi wybaczyliście - przyznałam po raz kolejny.
- Bo.. - zaczął Włoch ale mu przerwałam.
- Ty siedź cicho - pokazałam na niego palcem. - I tak dużo pomogłeś z Violą - dopowiedziałam po czym spojrzałam na resztę.
- No bo... zobaczyliśmy w tobą tą zmianę i no wiesz... - próbował wyjaśnić Andres a my się zaśmialiśmy.


Kilka dni później.
Narrator
Wysoka blondynka akurat szła przez korytarze Studio 21. Zmierzała w kierunku szafki. Kiedy do niej dotarła i ją otworzyła natychmiast smutek wymalował się na jej twarzy. Zobaczyła siebie i swojego kuzyna na zdjęciu.
- Lu - od tył podszedł do niej Federico.
- O hej Fede - wymusiła uśmiech na twarzy odwracając się do swojego przyjaciela.
- Przypomni sobie wszystko zobaczysz - złapał ją za ramiona.
- Dobra nie ważne. Teraz nie będę się zajmowała Diego bo mamy lekcję z Angie chodź - pociągnęła go w stronę sali śpiewu. Nauczycielka już siedziała na biurku a połowa klasy na pufach.
- Kogo jeszcze nie ma? - spytała kobieta
- Emm.. chyba Andresa, Leona, Broduey'a i Maxi'ego - odpowiedziała Francesca.
- Co oni wymyślili? - zastanawiała się Violetta
- Tego nie wiem ale poczekajmy na nich - postanowiła Saramego. Po chwili chłopaki wpadli do klasy zaczynając śpiewać swoją piosenkę Are you ready for the ride?. 

Escucha bien
Soy un buen chico que te quiere bien
Mi corazón siempre me dice qui ta tudu tudu bom
En el amor yo soy un eterno buscador
Soy un descarado, y yo respondo en todos lados.

Are you ready for the ride, Let's ready for
Are you ready for the ride, Let's ready for!

Si suena bien, ya no me importa nada
No me importa nada!

Vuelvo a mi casa y me pregunto que me pasa
Vuelvo a mi casa, pregunto que me pasa?
No vine aquí a vacilar,quiero bailar, ponte a cantar
Porque en fin no somos, tan, tan diferentes.


Are you ready for the ride, Let's ready for!
Are you ready for the ride, Let's ready for!

Are you ready for the ride, Let's ready for!
Are you ready for the ride, Let's ready for!

Ser un conflicto me hace aún más listo
Soy feliz y tengo todo para dar
Tal vez romántico, analítico, muy crítico
Y el crítico, ese soy yo Y todo te lo doy.

Si suena bien, ya no me importa nada
No me importa nada!

Vuelvo a mi casa y me pregunto que me pasa
Vuelvo a mi casa, pregunto que me pasa
No vine aquí a vacilar, quiero bailar, ponte a cantar!
Porque en fin no somos, tan, tan diferentes.

Are you ready for the ride, Let's ready for!
Are you ready for the ride, Let's ready for!

Ser un conflicto me hace aún más listo
Soy feliz y tengo todo para dar
Tal vez romántico, analítico, muy crítico
Y el crítico, ese soy yo Y todo te lo doy.

Are you ready for the ride, Let's get it goin
Are you ready for the ride, Get ready for!

(Manos arriba, Yeah)

Are you ready for the ride, Let's ready for!
Are you ready for the ride, Get ready for!

Are you ready for the ride, Let's ready for!
Are you ready for the ride, Get ready for!

- Brawo - krzyknęła cała klasa.
- To był kawałek tylko dla was - ukłonili się po czym usiedli koło reszty.
- Dawno tej piosenki nie słyszeliśmy. Co was naszło? - zaśmiał się Marco
- Stare czasy - krzyknęła cała czwórka.
- Bo wam adrenalina podskoczy - zaśmiała się Angie. - Wracajmy do lekcji - zarządziła uśmiechając się. - Chciałby ktoś zaśpiewać? - dodała
- Ja chciałem zaśpiewać po włosku piosenkę Violetty mogę? - zapytał Pasquarelli
- Pewnie Fede chodź - nauczycielka pokazała ręką aby wstał. Chłopak wziął gitarę stojącą pod ścianą i zaczął na niej grać. Po chwili z jego ust wydobyły się słowa piosenki Te creo czyli po włosku Ti credo.

Non so se va bene
Non so se non va
Non so se tacere 
O dirtelo ma...
Le cose che sento
Qui dentro di me
Mi fanno pesare
Che l'amore e cosi
Ogni istante
Ha un non so che
Di importante 
Vicino a te
E mi sembra che tutto sia facile
Che ogni sogno diventi realta.

Chłopak zaczął chodzić po klasie. Po chwili zatrzymał się przy Violetcie i Ludmile.

E la terra puo essere il cielo 
E' vero E' vero 
Se mi abbracci non ho piu paura
Di amarti davvero
E lo leggo nei tuoi occhi 
Ti credo Ti credo.



E' vero E' vero
E la terra puo essare il cielo
E' vero E' vero
Se mi abbracci non ho piu paura
E lo leggo nei tuoi occhi
Ti credo Ti credo
Che ti piaccio che mi cerchi
Ti credo Ti credo


Non so se va bene
Non so se non va
Non so se tacere 

O dirtelo ma...

Na tym skończył piosenkę.
- Brawo. Doskonale ci poszło. Świetnie przetłumaczyłeś tekst na włoski a wykonanie też ci wyszło - pochwaliła go kobieta.
- Było super - uśmiechnęła się Castillo w stronę kuzyna.
- Ktoś chce jeszcze? Może Ludmiła - zaproponowała nauczycielka.
- Nie ja nie chcę - próbowała się wykręcić.
- Lu idź dobrze ci to zrobi - zachęcił ją Włoch.
- Zgoda - westchnęła i wstała z miejsca. Podeszła do keyboardu. Zaczęła grać melodię do Ser mejor.

Hay algo que tal vez deba decirte
Es algo que te hace muy, muy bien
Se siente tan real, está en tu mente
Y dime si eres quien tu quieres ser

Tómame la mano, ven aquí
El resto lo hará tu corazón
No hay nada que no puedas conseguir
Si vuelas alto

Hay mil sueños de colores
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor…

Saber y decidir que hoy es posible
hoy es posible
Y en cada pensamiento vuelvo a ser
Uh vuelvo a ser
Poder imaginar que somos miles
Que somos miles
Y el sueño que comienza a crecer

Tómame la mano, ven aquí
El resto lo hará tu corazón
No hay nada que no puedas conseguir
Si vuelas alto

Hay mil sueños, de colores
No hay mejores ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor...

W tej chwili wzięła palce z klawiszów.
- Fantastycznie - Angie uśmiechnęła się do blondynki.
- Dzięki Angie - dziewczyna usiadła na miejsce. Do końca lekcji cały czas śpiewali albo ćwiczyli wokal. Po tych zajęciach mieli godzinę przerwy. Ludmiła akurat szła do auli bo była tam umówiona z przyjaciółmi. W wejściu na kogoś wpadła. - Bardzo przepraszam nie chcia... - zatrzymała się w połowie bo zobaczyła, że to jej kuzyn. - DIEGO - rzuciła mu się na szyję.
- Znowu ty? Rany dziewczyno daj mi spokój. Nie rozumiesz, że ciebie nie znam? - odepchnął ją od siebie. Ludmiła tylko na niego spojrzała.
- Ludmiła - podbiegł do niej brunet z grzywką do góry. - Diego wróciłeś - chciał mu podać dłoń ale Hiszpan dziwnie na niego spojrzał.
- Kto ty jesteś? - syknął
- Chodź stąd może co - szepnął do przyjaciółki. Już mieli odchodzić ale do kuzyna blondynki podszedł Tomas.
- I co podoba się? - zapytał
- Fajnie jest. To my serio jesteśmy wredni tak? - spojrzał na niego ciekawy
- Tak - potwierdził.
- Że co? - krzyknęła blondynka i podeszła do nich - Coś ty mu nagadał? - wydarła się na Heredie
- Prawdę - uśmiechnął się chytrze.
- Chyba raczej ściemę - wtrącił Federico podchodząc do nich.
- Ty się nie wtrącaj co? Laluś z ciebie i tyle - warknął do niego Hiszpan.
- Coś ty powiedział? - wycedził przez zęby Włoch
- Fede nie - uspokajała go Ludmiła kładąc dłoń na jego torsie.
- No ale patrz co on mu nagadał - zaprotestował.
- Proszę cię nie mam ochoty na to patrzeć - poprosiła ze smutkiem w oczach.
- Zgoda chodź - oboje poszli do auli. Blondynka tam usiadła na scenie i skuliła nogi. Chłopak od razu usiadł koło przyjaciółki.
- Ja po prostu nie wierzę - wyszeptała płacząc.
- Proszę cię nie płacz - objął ją ramieniem i przytulił do siebie. Po chwili w sali zjawili się ich przyjaciele.
- Lu - od razu podbiegła do nich Violetta.
- Ej słońce co jest? - Natalia również znalazła się koło niej. Francesca i Camila zrobiły to samo.
- Tomas nagadał jakiś głupot Diego i teraz on jest tak jakby wredny - wyjaśnił Federico.
- Mówiłem wam, że Tomas to idiota - przypomniał Leon.
- My o tym doskonale wiemy - odezwał się Maxi.
- Ja nie wierzę. To sen. Ja zaraz się obudzę, zejdę na śniadanie, przy stole będzie ciocia, wujek i Diego - wyjąkała Ferro. - Diego wróć do mnie proszę - wyszeptała nadal płacząc.
- A właściwie kim dla ciebie jest Diego? - zaciekawił się Andres ale ona nie odpowiedziała
- To jej kuzyn - odpowiedział mu po chwili Verdas.
- Nic nie mówiłaś, że to twoja rodzina - przyznała Camila.
- Nie chciałam o tym w ogóle mówić - wzruszyła ramionami. Do auli wszedł Tomas razem z Diego. - Diego - dziewczyna od razu wstała i podbiegła do nich. - Ty.. ty serio mnie nie pamiętasz? To przecież ja twoja Ludmiła. Kuzynka. Proszę cię przypomnij sobie - po jej policzkach leciały łzy. - Wróć do mnie bez ciebie nie dam rady. Słyszysz? - nadal płakała
- Co? Nie wiem kim ty jesteś ale może lepiej idź się leczyć co? - warknął. Ferro wybiegła cała zalana łzami.
- Ludmiła - Federico zerwał się na równe nogi i pobiegł za przyjaciółką.
- Diego jak ty możesz? - Violetta wstała i podeszła do niego - Nie wierz mu - wskazała na Tomasa. - Wierz mi i Ludmile. To twoja kuzynka. Ja jestem twoją przyjaciółką. Jako pierwsza wam wybaczyłam. Proszę cię - ciągle na niego patrzyła.
- On jest oszustem. Nie jesteście kumplami. Wcześniej nawet się nie znaliście - Leon dołączył do swojej dziewczyny. Paczka przyjaciół nadal próbowała przekonać chłopaka, że Heredia go okłamuje ale on wszystkiemu zaprzeczał. Tymczasem w parku pod jednym z drzew siedziała Ludmiła. Miała podkulone nogi a twarz schowaną w dłoniach, z oczu leciały łzy niszcząc tym samym jej makijaż. Po chwili podszedł do niej Włoch.
- Ludmiła - wyszeptał a ona podniosła głowę. - No już nie płacz. Wstań - podał jej dłoń a ta ją chwyciła i wstała przy pomocy chłopaka. - Nie przejmuj się tym co mówi. Nie pamięta nic dlatego - pocieszał ją.
- Nie mogę się nie przejmować bo to boli. Strasznie boli - wyjąkała. - Nie chcę z nim mieszkać pod jednym dachem - wyżaliła się. - Codziennie rano musiałabym znosić to, że nie wie kim jestem - dodała.
- A ja mam pewien pomysł. Powiem Violi aby pogadała ze swoim tatą i może będziesz mogła u nas zamieszkać - stwierdził.
- Serio to zrobisz? - spojrzała na niego
- Pewnie - uśmiechnął się do niej a ona rzuciła mu się na szyję.
- Dziękuje - wyszeptała.
- Lu pamiętasz jak ci mówiłem, że jesteś dla mnie bardzo ważna i nie chcę aby coś ci się stało? - spytał nie pewnie
- No tak powiedziałeś, że dlatego bo jestem twoją przyjaciółką - odpowiedziała nadal go tuląc.
- Bo to nie do końca była prawda - wymamrotał. Ona szybko go puściła i na niego spojrzała
- O co ci chodzi? - zdziwiła się
- No bo ja... - nie zdążył nic już powiedzieć bo przybiegła reszta.
- Wszystko ok? - zapytała zatroskana Francesca
- Em.. tak - odpowiedziała blondynka nadal patrząc na przyjaciela. - Ej dokończysz co chciałeś powiedzieć? - zaciekawiła się
- To nic ważnego. Idę na zajęcia bo mam z Pablo - szybko odszedł.
- A temu co? - zdziwił się Ponte
- Nie wiem - bąknęła. - Violu ja mam do ciebie sprawę - zwróciła się do przyjaciółki.
- O co chodzi? - spojrzała na nią a ta jej wszystko wytłumaczyła
- To co? Nie chcę się narzucać tylko nie mam ochoty mieszkać z osobą tak bardzo dla mnie ważną ale i tak o mnie nie pamiętającą - stwierdziła smutno.
- Ej przecież możesz u mnie zamieszkać - przyznała Natalia. - Mam ogromny dom, w którym mieszkam z moją opiekunką i gosposią. Nudno mi tam samej - dopowiedziała.
- Serio mogę? - popatrzyła na nią
- No pewnie - uśmiechnęła się a Ludmiła ją mocno przytuliła.
- Dziękuję - wyszeptała jej do ucha.
- Idziemy już? - spytał Marco przytulając do siebie Fran
- Chodźmy - cała paczka poszła na zajęcia do Studio.

Dwa tygodnie później.
- Ludmiła? Wszystko dobrze? - Federico podszedł do przyjaciółki siedzącej przed szkołą
- Tak. Czekam na Violę. Ma mi dać tekst jakiejś nowej piosenki - wyjaśniła.
- Idzie z tyłu z Leonem - odparł Włoch.
- A ty masz piosenkę na zajęcia z Angie? - zaciekawiła się
- Tak. Nie wiem czemu ale przyszła mi do głowy dzisiaj w nocy - odpowiedział zdziwiony.
- Jeszcze raz takie coś zrobisz to cię zabiję - ostrzegła go Violetta pochodząc ze swoim chłopakiem do przyjaciół.
- Co? - zapytali oboje
- Fede w środku nocy postanowił sobie po lunatykować. Przy okazji śpiewał piosenkę. Masz szczęście, że dziecka nie obudziłeś bo Jade by cię zabiła. Dosłownie - stwierdziła.
- Śpiewałeś? - blondynka spojrzała na niego
- Każdemu się zdarza - bronił się.
- Tak do tego na końcu prawie pocałowałeś poduszkę - w tej chwili Leon i Ludmiła wybuchli śmiechem.
- Serio? Fede od całowania są dziewczyny stary - przyznał Verdas.
- A w ogóle kto niby miał być tą poduszką co? - spytała Castillo
- Nie pamiętam. Muszę iść cześć - wstał i pobiegł do szkoły.
- Też idę na zajęcia - stwierdziła Ferro i poszła do szkoły.
- Myślisz, że chodzi o Lu? - dziewczyna spojrzała na swojego chłopaka
- Możliwe - burknął.
Przy szafkach w szkole stał Diego z Tomasem.
- Mówię ci. Tobie od zawsze podobała się Francesca - Hiszpan próbował wmówić chłopakowi kłamstwo.
- Że ona? Nie jest nawet w moim typie - zaprzeczał cały czas.
- Ale tak było - przyznał.
- Nie raczej nie - pokręcił głową.
- Do niczego się nie nadajesz - pchnął nim lekko odchodząc a czarnowłosy uderzył głową w szafkę.
- Ała - jęknął. Nagle zauważył Ludmiłę idącą korytarzem. - Ludmiła - zawołał ją.
- Nie chcę mi się z tobą gadać - odwróciła się i zmierzała w stronę sali śpiewu.
- Lud - krzyknął za nią.
- Jak mnie nazwałeś? - zdziwiła się odwracając do niego
- Przepraszam cię tak bardzo cię przepraszam - dodał.
- DIEGO WRÓCIŁEŚ - pisnęła i podbiegła do swojego kuzyna tym samym rzucając mu się na szyję.
- Jeszcze raz cię przepraszam - wyszeptał jej do ucha.
- Wybaczam ale nigdy mnie nie zostawiaj proszę - przytuliła go jeszcze mocniej. - Chodź do Violi - pociągnęła go za rękę do auli. - Violetta - zawołała przyjaciółkę.
- Co tam? - zapytała
- Patrz kogo ja tu mam - pociągnęła kuzyna za rękę.
- Pamiętasz już? - spytała podchodząc do nich
- Tak i serio strasznie was obie przepraszam - przyznał.
- No wreszcie do nas wróciłeś - Castillo przytuliła mocno przyjaciela.
- Ok to teraz mi gadać co się działo przez ten czas - zaśmiał się patrząc na dziewczyny.
- Ja i Leon się pogodziliśmy to po pierwsze, Lara wyjechała i zerwała z Federico. A pro po Fede nie wiesz może czemu tak się zachowuje? - skierowała pytanie do blondynki
- Czemu ja mam wiedzieć? - zdziwiła się
- Bo podobno jesteście najlepszymi przyjaciółmi - przyznała.
- No właśnie nie wiem jak to jest. Od dwóch tygodni gadamy coraz mniej - przyznała.
- Chwila nie łapię... - zatrzymał je Diego. Akurat do auli weszła reszta przyjaciół Violi i Ludmi.
- A ten co tu robi? - warknął kuzyn Violetty
- Ej uspokój się - zatrzymała go Ferro. - On już pamięta wszystko - dodała patrząc na niego.
- Co? - spytali wszyscy - Jak? - zdziwili się
- Uderzyłem głową o szafkę i sobie przypomniałem - wyjaśnił Dominiguez.
- Mówiłem, że tak będzie - krzyknął Maxi.
- Stul twarz matole - podniósł głos Broduey.
- Stulcie się oboje - wrzasnęły Naty i Cami.
- Mam rozumieć, że rozejm? - Diego spojrzał na brunetkę i blondynkę
- Rozejm - uśmiechnęła się jego kuzynka.
- Teraz cię już nigdzie nie puścimy - dziewczyny przytuliły Ludmiłę.
- Ej a my? - chłopaki na nie spojrzeli
- Co wy? - spytała Viola, Naty, Cami i Fran patrząc na swoich chłopaków i przy okazji puszczając już przyjaciółkę
- Też się z nią przyjaźnimy przecież - stwierdził raper.
- Serio? A kto najbardziej się przyjaźni? Ja - przyznała Castillo.
- My się lepiej odsuniemy - zaśmiał się Federico i razem z Ludmiłą i Andresem odszedł kawałek od przyjaciół.
- Rozejm?! - zapytał zdziwiony Dominiguez
- Aż tak zdziwiony? - blondynka na niego spojrzała
- Na maksa - odpowiedział. - Przed tym wypadkiem tylko Violka z nami gadała - dodał.
- To wiesz co? Bardzo dużo przespałeś - zaśmiał się Andres. Nagle do auli wszedł Tomas.
- Diego? Co ty robisz z tymi frajerami? - wkurzył się
- Jeśli ktoś tu jest frajerem to tylko ty - syknął w jego stronę Pasquarelli.
- Fede - Ludmiła na niego spojrzała.
- No co? Nie jest tak? - ona nic nie odpowiedziała - No właśnie. Powiedział twojemu kuzynowi, że jest taki jak on czyli wredny oraz, że ty jesteś dla niego nikim. Teraz jeszcze chcesz go bronić? - zdenerwował się i opuścił pomieszczenie
- Ojć papużki nierozłączki się pokłóciły - zaśmiał się Hiszpan.
- Stul się Heredia - warknął Diego.
- A nie jest tak? - Tomas wyszedł z auli zostawiając paczkę przyjaciół
- Lu co to było? - zaciekawiła się Camila podchodząc do przyjaciółki
- Ja nie wiem. Nie broniłam go tylko nie chciałam, żeby Fede zaczął się z nim kłócić - wytłumaczyła siadając na scenie.
- Wiesz co? Już jest po zajęciach może chodźmy do domu - zaproponowała Navarro.
- Zgoda - wstała i chwyciła swoją torbę. - Pa - pomachała im i razem z Natalią i Maxi'm wyszła ze szkoły.

Następny dzień.
Ludmiła
Wczoraj przez cały wieczór próbowałam dodzwonić się do Federico ale nie odbierał. Mam nadzieję, że dzisiaj ze mną pogada.
- Hej Lu - przywitali mnie przyjaciele kiedy weszłam do sali śpiewu.
- Cześć. Nie widzieliście Fede? - spytałam siadając koło nich
- Z tego co wiem to wyszedł wcześniej ode mnie ale jeszcze go nie ma. Nie wiem gdzie może być - odpowiedziała mi Viola.
- Aha - bąknęłam cicho.
- Cześć kochani - uśmiechnęła się Angie wchodząc.
- Hej Angie - odwzajemniliśmy uśmiech.
- A gdzie Federico? - zaciekawiła się
- Tego nie wiem - mruknęła jej siostrzenica.
- Jak to nie wiesz? Przecież wychodził przed nami - przyznała.
- Jak się obudziłam i zaglądnęłam do niego to go nie było - stwierdziła.
- Dobrze zacznijmy zajęcia - postanowiła. Przez całą lekcję ćwiczyliśmy wokal jak zawsze. Po tej lekcji poszłam do sali z instrumentami. W drzwiach jednak się zatrzymałam. Zauważyłam w środku mojego kuzyna. Grał na keyboardzie i śpiewał swoją piosenkę Yo soy asi. Kiedy skończył zaczęłam klaskać.
- O hej Lud - uśmiechnął się kiedy mnie zobaczył.
- Cześć - podeszłam do niego. - Ej mam pytanie - zaczęłam a on na mnie spojrzał. - Nie widziałeś może dzisiaj Federico? - dodałam
- Emm.. nie - pokręcił przecząco głową.
- Jeny gdzie on jest? - szepnęłam do siebie i usiadłam na krześle
- Słuchaj ja muszę iść bo mam zajęcia pa - pocałował mnie w policzek i wyszedł. Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer do przyjaciela. Kiedy usłyszałam pierwszy sygnał, z pomieszczenia na instrumenty wydobyła się znana mi melodia. To przecież piosenka, którą Fede ma jako dzwonek.
- Federico - zdziwiona otworzyłam drzwi. Siedział na podłodze opierając się o ścianę. - Co tu robisz? - spytałam
- Siedzę i myślę - odpowiedział nie patrząc na mnie.
- Dalej jesteś zły? - zaciekawiłam się a on wstał i podszedł bliżej mnie
- Ja nie jestem zły i nie byłem. Wkurzyłem się trochę bo to wyglądało jakbyś go broniła - wytłumaczył i wyszedł z sali a ja za nim.
- Przecież wiesz, że tak nie jest. Ja go nienawidzę i doskonale o tym wiesz. A wczoraj mogło to tak wyglądać ale ja nie chciałam go bronić. Po prostu nie chciałam abyś zaczął się z nim kłócić - wyjaśniłam mu kiedy wychodziliśmy ze szkoły.
- Jakoś na to nie wyglądało - mruknął.
- Fajnie wiedzieć, że mi ufasz - szepnęłam ale on to usłyszał.
- Przecież ja ci ufam - zaprotestował ale ja go już nie słuchałam tylko wróciłam do Studio. Do końca zajęć chodziłam nieobecna.
- Lu idziesz? - podeszła do mnie Naty kiedy siedziałam na ławce przed szkołą
- Gdzie? - zdziwiłam się
- Do Resto. No chodź - pociągnęła mnie za rękę i ruszyłyśmy w stronę baru brata Fran. - Co jest? - zapytała
- Nic - westchnęłam.
- Fede?
- Zgadłaś. Mówi, że nie jest na mnie zły za to co wczoraj było ale ja wiem, że jest inaczej - przyznałam.
- Ty się w nim zakochałaś - zaśmiała się po chwili i mnie zatrzymała.
- Co? Nie. To tylko mój przyjaciel - broniłam się.
- Ludmiła gdyby to był tylko przyjaciel nie przejmowałabyś się tak bardzo - uśmiechnęła się lekko do mnie.
- Chodź już - pociągnęłam ją za rękę i weszłyśmy do baru.
- O wreszcie są - bąknął Leon.
- Coś mówiłeś? - spytałam jak usiadłam koło Violi
- Nie bardzo - mruknął.
- Słuchajcie ja nie mogę z wami siedzieć. Mam coś do zrobienia w domu - wymyślał Włoch wstając z miejsca.
- I ty mówisz, że nie jesteś na mnie wkurzony. Jasne. A co teraz robisz? - zdenerwowana wstałam z miejsca i wyszłam z Resto. Poszłam w stronę parku. Nagle wpadł na mnie jakiś chłopak. - Uważaj - wydarłam się na niego.
- Sory nie widziałem cię - usprawiedliwiał się.
- Jak mogłeś... - zanim skończyłam ugryzłam się w język. Stara Ludmiła nadal we mnie siedzi. - Dobra nie ważne. Nic się nie stało - poprawiłam się. Spojrzałam na niego:
Wow. Przystojny jest.
- Jestem Luke a ty? - spytał wyciągając dłoń w moją stronę
- Ludmiła - nie pewnie ją uścisnęłam.
- Piękne imię dla pięknej dziewczyny - zaczął ze mną flirtować.
- Nie rób sobie nadziei nie szukam chłopaka - spławiłam go.
- To w każdej chwili może ulec zmianie - przyznał z uśmiechem.
- Jestem Amerykaninem? - zmieniłam temat
- Tak a skąd wiesz? - zdziwił się
- Masz amerykański akcent - wytłumaczyłam. Nagle telefon zaczął dzwonić mi w kieszeni. Nie patrząc na wyświetlacz odebrałam. - Halo? - zapytałam
- Ludmiła ja nie jestem na ciebie zły tylko mam dziś gorszy dzień - usłyszałam głos Federico.
- Jakoś na to nie wyglądało - mruknęłam.
- Gdzie jesteś? - westchnął cicho do słuchawki
- Em.. - chwile wahałam się czy mu powiedzieć czy nie. - Tam gdzie zawsze - odparłam po chwili.
- Zaraz będę to pogadamy - rozłączył się.
- Słuchaj nie chcę być nie miła ale zaraz ktoś tu przyjdzie więc.. mógłbyś już sobie iść? - spytałam chłopaka o niebieskich oczach
- Hmm.. nie - odpowiedział stanowczo.
- Czemu? - wkurzyłam się na niego
- Bo taka ślicznotka jak ty nie trafia się drugi raz - poruszył brwiami.
- Przestań ze mną flirtować palancie - podniosłam głos. Za nim zobaczyłam idącego tu Włocha. Chyba był trochę wkurzony sądząc po wyrazie twarzy. Po chwili był już koło mnie
- Hej Ludmi - przywitał się. - Kto to? - szepnął
- Natręt - bąknęłam do niego a on na mnie spojrzał.
- Kim jesteś? - skierował pytanie do Amerykanina
- Przyszłym chłopakiem tej blondyneczki - oznajmił pewny siebie.
- Że niby co? - syknął Pasquarelli
- Mówiłam - mruknęłam do przyjaciela.
- Panu już dziękujemy - Fede odwrócił chłopaka w drugą stronę i popchał do przodu.
- A możesz mi dać chociaż swój numer? - zwrócił się do mnie
- Spieprzaj - krzyknął Włoch a tamten nie chętnie odszedł od nas. - Ok. Co to za gość? - spytał
- Mnie się pytasz? Wpadł na mnie i niby najpierw przeprosił ale później zaczął ze mną flirtować. Zresztą po co ja ci się tłumaczę? - zapytałam retorycznie
- Słuchaj ja serio nie jestem wkurzony - zmienił temat rozmowy.
- Na pewno? - szepnęłam
- Tak. Może i masz trochę racji bo byłem wkurzony bo to serio wyglądało jakbyś go broniła ale przeszło mi. I przepraszam, że wczoraj nie odbierałem telefonu - odparł.




WOOOW. Jaki długi nie? Podoba się?
Diego odzyskał pamięć tylko przez uderzenie w szafkę ale co tam...
Jak myślicie Ludmi uwierzy Fede czy nie?
Tego dowiecie się w następnym rozdziale :P

Kocham was :*
Ciao <3

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 15

Kilka dni później.
Narrator
Violetta razem z Leonem weszła do Studio.
- Viola – krzyknęła szczęśliwa Naty i szybko ją przytuliła. Reszta dziewczyn zrobiła to samo.
- Tęskniłyśmy – dodała Fran.
- Też – uśmiechnęła się Castillo. Przy szafkach zauważyła stojącą Ludmiłę.
- Czemu nie chciałaś abyśmy do ciebie przychodziły? – zapytała Camila
- Nie miałam wtedy nastroju na wizyty – wyjaśniła.
- A Ludmiła? – spytała tym razem Natalia
- Nie ważne – bąknęła.
- Ej widzieliście dzisiaj Larę? – Fede spojrzał na resztę
- Nie – stwierdzili.
- Aha – wymamrotał zdziwiony. Przeszedł koło nich Pablo. – Pablo… nie wiesz czemu nie ma Lary? – zatrzymał go Włoch
- To wy nic nie wiecie? – oni tylko pokręcili głowami – Lara wyjechała. Wczoraj wieczorem – dodał.
- Że co? – zapytali wszyscy
- Tak. Nie mówiła wam? – zdziwił się
- Nie – odparł Broduey.
- Ale czemu wyjechała? – zapytał Maxi
- Podobno jej rodzice stracili tor bo był zadłużony i musieli wyjechać – odpowiedział.
- Gdzie? – zadał kolejne pytanie chłopak Lary
- Tego nie wiem. Przykro mi – odszedł od nich.
- Jak to wyjechała? – zapytał samego siebie Federico i usiadł pod ścianą
- Fede – kuzynka usiadła koło niego. – Daj spokój. Słyszałeś, że musiała – nie dał jej dokończyć.
- Ale mogła mi chociaż powiedzieć a nie wyjeżdżać bez słowa – podniósł głos. – Sory Viola – dodał widząc jej minę. Wstał i poszedł do sali Beto. – Cholera – westchnął cicho kiedy przewrócił stojak na nuty. – Nic mi dzisiaj nie wychodzi – mruknął i odstawił go na miejsce. Nagle do klasy weszła Ludmiła.
- Coś się stało? – zapytała zdziwiona
- Nie twój interes – warknął.
- Chciałam tylko pomóc – bąknęła smutno i chciała wyjść ale chłopak ją zatrzymał.
- Przepraszam nie powinienem się tak unosić ale.. właśnie się dowiedziałem, że Lara wyjechała i to bez słowa – wyznał.
- Może miała powód? – zapytała a raczej stwierdziła
- Jej rodzice stracili tor motocrossowy więc musieli wyjechać – dodał.
- No widzisz. Zadzwoni uwierz mi – zapewniła go.
- Ty serio się zmieniłaś – przyznał po chwili.
- Chyba tylko ty i Viola tak uważacie – szepnęła.
- Musisz im pokazać, że nie jesteś taka jak dawniej. Dam ci radę… jeśli chcesz aby ci uwierzyli zacznij im doradzać albo coś – wzruszył ramionami.
- Spróbuję – mruknęła. Nagle zadzwonił telefon chłopaka a on szybko go odebrał.
- Halo? Lara co jest? – zapytał do słuchawki a Ludmiła wyszła machając mu jeszcze co on odwzajemnił. – Jak.. jak to już tu nie wrócisz? – spytał
- Rodzice mieli zadłużony tor i musieliśmy wyjechać – wyjaśniła.
- Ale.. – chciał coś powiedzieć.
- Daj spokój to koniec. Ja już nigdy nie wrócę do Argentyny. Właśnie teraz jestem na drugim końcu świata. W Australii. To nie ma sensu. Przykro mi Fede. Żegnaj – odparła i się rozłączyła.
- Fede? – do sali weszli jego kumple
- Co? – spojrzał na nich
- Co się dzieje? – zapytał Marco
- Ona nie wróci. Zerwała ze mną – wyznał im i szybko wyszedł z sali.
Kilka godzin później. Aula.
- To co gdzie idziemy po zajęciach? - zapytał Maxi obejmując swoją dziewczynę
- Hmm.. może do mnie? Clara dawno cię nie widziała. Po za tym kazała ci przyjść kiedyś tam na obiad - stwierdziła zarzucając mu ręce na szyję.
- To chętnie się wybiorę - zaśmiał się a ona z nim. Do sali weszła reszta uczniów.
- Viola - do ich paczki podeszła zdenerwowana Ludmiła.
- Lu co jest? - zdziwiła się
- Widziałaś może dzisiaj Diego? Od rana nie mam z nim kontaktu - stwierdziła.
- Nie, nie widziałam go - odparła.
- Ok. Dzięki - odeszła zasmucona i usiadła na krześle.
- I co wierzycie, że się zmieniła? - zapytała Castillo ale reszta nie odpowiedziała. Do sali weszli nauczyciele. - Pablo coś się stało, że nas zawołaliście? - spytała
- Tak. Chcieliśmy was powiadomić, że Lara wyjechała a po za tym Diego... - tutaj przerwała mu Ferro.
- Co z Diego? - zapytała przerażona
- Emm.. on miał wypadek. Dzisiaj rano - dodała Angie.
- Co? - spojrzała na nich ze łzami w oczach
- Tak. Jest w szpitalu głównym. Dowiedzieliśmy się, że potrącił go jakiś samochód - odpowiedział Antonio.
- Ja.. ja muszę do niego iść - blondynka wybiegła z sali.
- Ludmiła zaczekaj - Violetta chciała biec za nią ale kuzyn ją zatrzymał.
- Zaraz do niej pójdziesz. Poczekaj chwilę - szepnął do niej.
- Dobrze to wszystko na dzisiaj. Możecie iść do domu - odparł dyrektor po czym wyszli.
- Ludmiła - brunetka od razu wybiegła z sali za przyjaciółką a następnie ze szkoły.
- Viola zaczekaj - krzyknęli Leon i Fede.
- Co? - spojrzała na nich
- Pójdziemy z tobą - dodali a dziewczyna się uśmiechnęła.
- Kocham was - przytuliła kuzyna a później swojego chłopaka. Kiedy doszli pod szpital zatrzymali się. - Lu - Violetta podbiegła do dziewczyny widząc ją na ławce. - Co jest? - zapytała
- Ja... ja nie mogę tam wejść - wyszeptała.
- Czemu? - zdziwił się Federico
- Pielęgniarka powiedziała, że jest w poważnym stanie i na razie nie można go odwiedzić - zaczęła płakać.
- No już. Nie płacz - brunetka przytuliła przyjaciółkę.
- Boję się o niego Viola. On musi z tego wyjść - wymamrotała.
- Przepraszam - podeszła do nich jakaś kobieta. - Ty jesteś Ludmiła Ferro? - zapytała blondynkę
- Tak to ja - zdziwiona wstała z ławki.
- Lekarz prosił abyś do niego przyszła. Chciałby porozmawiać - dodała.
- Do.. dobrze - poszła za kobietą.
- Chodźcie do środka - zaproponował Leon a oni weszli do szpitala. Ludmiła w tym czasie poszła do gabinetu lekarza.
- Panie doktorze co z nim? - zapytała siadając na przeciw niego
- Cóż obrażenia są bardzo groźne. Nie wiemy kiedy się wybudzi. Dowiedzieliśmy się również, że ma... że ma białaczkę - wyznał.
- Co? - spojrzała na niego
- Tak. Robiliśmy badania i się dowiedzieliśmy - dodał.
- Czy ja... czy ja mogę do niego iść? - spytała
- Dobrze - zgodził się a dziewczyna wybiegła z jego gabinetu.
- Przepraszam. Gdzie leży Diego Dominiguez? - zapytała jakąś pielęgniarkę
- Sala numer 5 - odpowiedziała.
- Dziękuje - odbiegła.
- Ludmiła gdzie ty biegniesz? - zapytał Leon widząc ją ale ona na nich nie zważała tylko wbiegła do sali
- O boże Diego - szepnęła widząc go. Usiadła na krześle koło niego i chwyciła jego rękę. - Diego obudź się proszę - bąknęła kiedy leciały jej łzy.
- Ludmi - trójka przyjaciół stanęła koło niej.
- Diego musisz z tego wyjść słyszysz? Nie zostawiaj mnie - szeptała nie zwracając uwagi na nich.
- Skarbie - Castillo kucnęła koło niej. - Nie płacz wyjdzie z tego - dodała zakładając jej kosmyk włosów za ucho.
- On nie może odejść. Tylko on mi został - przytuliła się do przyjaciółki.
- Jak to tylko on? - zaciekawił się kuzyn brunetki kucając z drugiej strony blondynki
- Mówiłam wam. Moi rodzice nie żyją. Mam tylko jego - odparła. - Diego proszę - położyła głowę na dłoni chłopaka.
- Musicie już iść - do sali weszła pielęgniarka. Oni posłusznie wstali i mieli wychodzić ale Ludmiła jeszcze się wróciła i pocałowała Diego w chłodny policzek. Po tym wyszła z sali. Poszli przed budynek.
- Co on narobił - mówiła do siebie.
- Lu to nie jego wina - Violetta objęła dziewczynę ramieniem.
- Ja nie mogę go stracić - powtórzyła po raz kolejny. Nagle podbiegła do nich jakaś kobieta a za nią mężczyzna.
- Ludmiła - zawołali.
- Co wy tu robicie? - spytała przytulając się do nich
- Lekarz do nas zadzwonił. Co z nim? - spytał pan Dominiguez
- Nie chcę o tym mówić - schowała twarz w dłonie.
- Kochanie co jest? Co się stało? - kobieta przytuliła ją.
- Miał wypadek to wiecie. On... on... ma białaczkę - wyszeptała.
- Że co? - spojrzeli na nią zszokowani
- Właśnie - usiadła na ławce.
- Emm.. a kim są twoi znajomi? - zapytał mężczyzna
- To.. - przerwał jej Federico.
- Jesteśmy jej przyjaciółmi - poprawił ich a ona na nich spojrzała. Lekko się uśmiechnęła.
- Dobrze. Dobra ty wracaj do domu a my tam idziemy - odparła matka Diego.
- Zgoda - oni odeszli.
- Kto to? - zapytał Leon
- To.. rodzice Diego. Ta kobieta to... siostra mojego ojca - oznajmiła. - Diego to mój kuzyn - dodała.
- Dlatego jest dla ciebie taki ważny? - Fede na nią spojrzał a ona pokiwała głową
- Przecież mówiłaś, że tylko on ci został - powiedział Leon.
- Tak ale jego rodzice mają pracę. Dużo jej poświęcają czasu aby Diego miał co tylko chcę. Zresztą ja też - wyszeptała.
- Chodź odprowadzimy cię do domu - zaproponowała Viola a blondynka wstała z ławki.

Dwa dni później.
- Ej gołąbki może się na chwile od siebie oderwiecie? - spytał Leon patrząc na przyjaciół
- Zajmij się Violą co? - Maxi na niego spojrzał ale po chwili z powrotem rozmawiał ze swoją dziewczyną
- Cios poniżej pasa - westchnął. - O wreszcie ktoś normalny- ucieszył się na widok swojej dziewczyny i jej kuzyna. - Mam ich dosyć - pokazał na Naxi, Bromi i Marcescę.
- Oj już nie przesadzaj - Viola do niego podeszła i pocałowała w usta.
- Teraz też już jesteś zajęty więc na nas nie gadaj - odezwał się Broduey.
- Kiedy ja nic nie mówię - bronił się.
- Pewnie - popatrzyli na niego. Koło nich przeszła Ludmiła.
- Ej Ludmi czemu wczoraj nie byłaś w szkole? - zawołała ją Violetta
- Ja.. ciocia i wujek chcieli abym została w domu - odparła.
- A jak z Diego? - zadał pytanie Federico
- Bez zmian - wyszeptała prawie płacząc. - Ja... ja już pójdę - odeszła wycierając łzę z policzka. Viola, Leon i Fede spojrzeli na swoich przyjaciół.
- Oj błagam. Widać, że udaje - westchnęła Camila.
- Cam my widzieliśmy w jakim stanie jest Diego. Ona nie udaje - bronił ją Pasquarelli.
- O pewnie. Teraz i ty będziesz ją bronił? - zakpił Marco - Przejrzyjcie na oczy - poprosił.
- Słuchajcie. Kocham was najbardziej na świecie ale... jestem pewna, że ona nie udaje. Spróbujcie przynajmniej z nią pogadać. Wtedy zobaczycie, że się zmieniła - Castillo na nich spojrzała.
- Zgoda - westchnęli.
- Dzięki - uśmiechnęła się do nich.


Naty
Zgodziliśmy się porozmawiać z blondynką tylko dlatego, żeby nie stracić przyjaciół. Nie chętnie poszliśmy za Violą, Leonem i Fede w stronę panny Ferro.
- Słońce - brunetka usiadła na podłodze pod ścianą koło Ludmiły. - Nie płacz słyszysz? - objęła ją ramieniem
- Ja nie dam rady. Nie mogę go stracić. Wiecie o tym - wyjąkała płacząc?!
- Ej nie stracisz go - odparł Fede siadając z drugiej strony blondynki.
- Nie martw się. Wyjdzie z tego - dodał Leon siadając koło Violetty. Trójka naszych przyjaciół na nas spojrzała. 
- Ale wy nie wiecie wszystkiego - przyznała podnosząc głowę z kolan i dopiero teraz nas zauważyła ale mówiła dalej. - Wczoraj lekarz dzwonił do jego rodziców - dodała.
- I? - zapytał Federico
- I powiedział, że Diego zapadł w śpiączkę. Rozumiesz?! On może się obudzić nawet za 10 lat - podniosła głos.
- O boże - szepnęła Violetta.
- Ej. Nie mów tak. Na pewno wybudzi się szybciej. Będzie walczył dla ciebie - pocieszył ją Włoch a ona się do niego przytuliła i zaczęła bardziej płakać.
- Słuchajcie ja... na prawdę was przepraszam - powiedziała w naszą stronę. - Te wszystkie złe rzeczy co o was mówiłam to... nie prawda. Macie ogromny talent a ja... ja nie mam go w ogóle. Nie wiem jakim cudem się tu dostałam - dodała.
- Nie mów tak. Masz talent - pocieszyła ją Francesca.
- Lu wiesz co? Lepiej jak pójdziesz do domu. W tym stanie... nie dasz rady zostać na zajęciach - stwierdził Leon.
- Dam radę - postanowiła.
- Oj nie sądzę - bąknął Federico wstając z podłogi po czym pomógł wstać blondynce.
- Właśnie. Po szkole do ciebie przyjdę. Proszę cię idź do domu - poprosiła ją Viola.
- I nawet nie idź do szpitala bo będzie z tobą gorzej - ostrzegł ją Włoch.
- Nie chcę opuszczać zajęć - stwierdziła. - Słuchajcie jesteście kochani ale ja nie dam rady siedzieć w domu. Wszystko mi tam o nim przypomina - dodała.
- A tutaj? - zapytał Leon
- Wszystko wszędzie mi o nim przypomina - poprawiła się już trochę zdenerwowana.
- Lu nie denerwuj się - uspokoiła ją Violetta.
- Przepraszam - schowała twarz w dłonie, oparła się o ścianę i zjechała na podłogę.
- Słuchaj my... wybaczamy ci - powiedziałam za wszystkich a ona na nas spojrzała.
- Serio? - zdziwiła się a my pokiwaliśmy głowami. Jedynie Cami się nie ruszała bo była trochę wkurzona ale ją szturchnęłam więc też pokiwała głową. - Dzięki na prawdę - dodała.
- Widzisz? Teraz masz już wystarczająco przyjaciół aby cię wspierali - Pasquarelli usiadł koło blondynki.
- A mogę o coś zapytać - zaczęła nie pewnie.
- Jasne - zgodził się Fede z Leonem.
- Czemu powiedzieliście wtedy, że jesteście moimi przyjaciółmi? - zapytała
- To Fede nie ja - Verdas wskazał na kuzyna swojej dziewczyny
- No wiesz... emm... - nie wiedział co powiedzieć.
- Dzięki za odpowiedź - zaśmiała się wstając. - Idę na zajęcia - odeszła.
- Czekaj - brunet z grzywką do góry wstał i pobiegł za nią.
- Zapomniał już o Larze? - zapytał mój chłopak
- Nie oni... no są przyjaciółmi i tyle - usprawiedliwiała go Castillo.
- Pewnie - rzekliśmy sarkastycznie.
- Serio - powiedziała Leonetta.
- Dzieciaki do klasy Gregorio już na was czeka i nie jest zadowolony - powiadomił nas Pablo podchodząc do nas.
- Już idziemy - poszliśmy do sali tańca.




I jak? Zaskoczeni?! Ja myślę, że bardzo. Zaraz zmienię nazwę bloga i wygląd. Adresu nie zmieniam bo nie będziecie mogli mnie znaleźć.
Kocham was :*
Ciao <3

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 14

Leon
- Violetta co ty z nimi robisz? - zapytałem swoją dziewczynę
- Rozmawiam a co nie mogę? - zapytała wstając z miejsca
- Ale to Ludmiła i Diego - stwierdziłem.
- Co z tego? Oni się zmienili - odparła.
- No nie wierzę. Jedno głupie przepraszam i im wierzysz? - zapytałem
- Tak wierzę im. Widzę to, że się zmienili - powiedziała.
- Ty serio jesteś naiwna - nie wiedziałem co mówię i samo się powiedziało.
- Co ty powiedziałeś? - zapytała ze łzami
- Ja... - nie dała mi dojść do słowa.
- Wiesz co? Właśnie udowodniłeś, że mi nie ufasz. A zaufanie jest podstawą w związku - po jej policzku słynęła łza.
- Co masz na myśli? - zapytałem
- To koniec. Rozumiesz?! - wykrzyczała i wybiegła z płaczem
- Violetta - Ludmiła wstała z miejsca i wybiegła za moją byłą dziewczyną.
- Violetta, Ludmiła gdzie wy idziecie? - w drzwiach minęły się z Angie - Leon co się stało Violi? - spytała - Leon - powtórzyła moje imię po kilku minutach ciszy. Ja dalej nic nie odpowiedziałem tylko usiadłem koło Lary i chłopaków. - Leon - powoli podnosiła głos. - Leon no do jasnej ciasnej odpowiedz mi - krzyknęła.
- Zerwała ze mną - odpowiedziałem ze spuszczoną głową.
- Diego idź je poszukaj - poprosiła go a on szybko wyszedł z sali. - Gdzie reszta? - zapytała już spokojniej
- Jeszcze ich nie ma - wyjaśnił Broduey.
- Leon co się stało? - Angie usiadła koło mnie
- A czemu uważasz, że coś się stało? - zapytałem
- Bo znam waszą dwójkę. Ona nie zerwałaby z tobą ot tak. A ty musiałeś coś źle powiedzieć - wyjaśniła.
- Nie chce o tym gadać - stwierdziłem.



Violetta
Biegłam przed siebie cała we łzach. Jak on mógł tak powiedzieć?
- Violetta - nagle usłyszałam Ludmiłę ale się nie zatrzymałam. - No stój proszę - przewróciła mnie na ziemie. - Wreszcie - westchnęła. - No chodź tu do mnie - wyciągnęła ręce a ja się do niej przytuliłam.
- Jak on tak mógł? - wyjąkałam
- Nie wiem ale on cię kocha nie zapominaj o tym - pogłaskała mnie po głowie.
- Gdyby tak było nie powiedziałby tego - rozpłakałam się jeszcze bardziej.
- Cicho nie płacz - poprosiła. 
- Wreszcie was znalazłem - podbiegł do nas Diego. - Wszystko ok? - zapytał patrząc na mnie a ja pokręciłam głową na boki
- Chodź do szkoły - Ludmiła wstała i pomogła mi wstać.
- Nie. Idę do domu - odparłam.
- To lepiej cię odprowadzę - Lu objęła mnie ramieniem. - A ty wracaj i powiedz Angie - zwróciła się do Diego'a.
- Ok. Pa - zawrócił w kierunku Studio. Poszłyśmy do mojego domu.
- Dobra wracaj na zajęcia - stwierdziłam.
- Dasz radę? - zapytała a ja ją przytuliłam
- Dzięki - szepnęłam.
- Pa - odeszła a ja weszłam do domu i od razu poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam się na klucz i schowałam pod kołdrę.

Kilka dni później.
Naty
Od kilku dni Violetta nie była w szkole. Żadne z nas się do niej nie dało radę dodzwonić. Nikt nawet tam nie był bo Angie powiedziała, że nie kazała nikomu do siebie przychodzić.
- Martwię się o nią - przyznałam.
- Ja też. Dłużej nie wytrzymam - stwierdziła Fran.
- Leon odezwiesz się wreszcie do nas czy nie? - zapytała Lara
- Dajcie mi spokój - machnął ręką i odszedł.
- Nigdy nie widziałam żadnego z nich w takim stanie - odparła Camila. Zauważyłyśmy Ludmiłę, która nam się przyglądała. Stała razem z Diego. - A ty co się gapisz? - warknęła do niej Cami a blondynka od razu wbiła wzrok w podłogę a Diego ją przytulił do siebie. Z gabinetu Pablo wyszła Angie i szła w kierunku Ludmiły i Diego'a.
- Wszystko ok? - postanowiłyśmy trochę podsłuchać
- Tak jasne - odparła Ferro.
- Viola mówiła, żebyś do niej dzisiaj przyszła - powiadomiła ją nauczycielka a my szeroko otworzyłyśmy oczy.
- Że co? Nam nie kazała a ją wpuszcza? - zapytała wkurzona Lara
- Co jest? - podeszli do nas chłopcy. Każdy przytulił od tyłu swoją dziewczynę i pocałował w policzki.
- Viola teraz zamiast się z nami zadawać zadaje się z tą żmiją - wyjaśniła Camila.
- Co? - zapytali razem
- Właśnie - westchnęłyśmy.
- Hej Angie - zaczepiłam nauczycielkę jak koło nas przechodziła.
- Hej dzieciaki co tam? - uśmiechnęła się
- Viola nie mówiła nic abyśmy do niej przyszły? - zapytała Lara
- Kochani słuchajcie ona teraz potrzebuje samotności. Pokłóciła się z Leonem a wiecie jak to na nią wpływa - stwierdziła.
- To czemu pozwala tej... tej... tej blondi do siebie przyjść a swoim prawdziwym przyjaciółkom nie? - zdenerwowała się Camila.
- Cami uspokój się - uspokajał ją Broduey.
- Camila ona się zmieniła. Viola jako jedyna z was to zauważyła i tylko dlatego jej pozwala do siebie przychodzić - wyjaśniła Angie i odeszła.
- Ugh.. - warknęła wkurzona ruda i już chciała iść do Ludmiły ale Broduey ją złapał. - Puszczaj - próbowała się wyrwać.
- To ja lepiej ją stąd zabiorę - chłopak wyszedł z nią z budynku.


Narrator
Broduey i Camila poszli do parku.
- Cami czemu tak reagujesz na Ludmiłę co? - zapytał łapiąc ją za rękę
- Bo mnie denerwuje. Nagle zgrywa taką dobrą. W przeciwieństwie do niektórych ja pamiętam co ona nam robiła. Była wredną jędzą i tyle. Uważała się za gwiazdkę. Myślała tylko o sobie. Nigdy nie była miła dla nikogo i nagle jej się odechciało być tą złą?! Ja na pewno na to nie pójdę o co to, to nie - zaczęła narzekać.
- Camila - chłopak próbował ją uspokoić. - Cami - nadal nie przestawała gadać. Wreszcie odwrócił ją w swoją stronę i pocałował. - Mogłem od razu zamknąć ci usta pocałunkiem - zaśmiał się odrywając się od niej.
- No ej. Wiem, że dużo gadam ale chyba nie aż tyle nie? - udała wkurzoną na swojego chłopaka.
- I tak cię kocham - stwierdził widząc minę swojej dziewczyny.
- Serio? - zapytała zbliżając się do niego tak, że stykali się czołami a ich ciała się dotykały.
- Yhy - mruknął a ona złączyła ich usta w pocałunku.


Violetta siedziała u siebie w pokoju i przeglądała pamiętnik. Prawie wszystkie wpisy dotyczyły jej związku z Leonem. Ale co się dziwić? Byli razem dwa lata więc trochę się tego nazbierało. Nagle wyciągnęła z szafki album. Album jej i Leona. Dostała go na rocznicę ich związku właśnie od niego. Na pierwszej stronie był tekst ich piosenki "Podemos". Pamiętała kiedy pierwszy raz razem ją zaśpiewali. Wcześniej im się ona przyśniła. Wiedziała, że to znak, że muszą być razem i tak się stało. Po wyjeździe Tomasa już nikt nie stanął na ich drodze i mogli być razem. Zaczęła oglądać zdjęcia.



Kocham cię najbardziej na świecie.



Kiedy ty się uśmiechasz... uśmiecham się i ja. 

Ten uśmiech jest tylko dla ciebie skarbie :*

W moich ramionach zawsze odnajdziesz pocieszenie.




Pamiętasz? Przyjęcie urodzinowe Fran. 

Zawsze będziesz tylko moją księżniczką niczyją więcej.


Jesteś śliczna a zwłaszcza w przebraniu aniołka, którym i tak jesteś.



Twój pierwszy występ przed większą publicznością.



Proszę cię uśmiechaj się tak cały czas.
Kocham cię :*
Tego dnia nie zapomnę nigdy.
Wtedy stałem się innym człowiekiem bo poznałem ciebie.

Drugi dzień, najlepszy w moim życiu, nasz pierwszy i przy okazji twój pocałunek.
Najbardziej się cieszę, że mam ciebie.
Te amo Violetta :*


Tych zdjęć było znacznie więcej ale nie chciała ich wszystkich oglądać bo zna je na pamięć. Na końcu albumu było jeszcze napisane:
Jesteś moim oczkiem w głowie.
Jesteś moją księżniczką.
Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu.
Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego serca, które należy w pełni do ciebie.
Kocham cię za twój uśmiech.
Kocham cię za twój śmiech.
Kocham cię za twój śpiew.
Kocham cię za to, że jesteś taka dobra.
Kocham cię bo to ty mnie zmieniłaś.
Kocham cię całym moim sercem i nigdy nie przestanę.
Kocham cię i zawsze ci ufam nawet jeśli tego nie okazuje.
Nigdy o mnie nie zapomnij skarbie.
Kocham cię. Te amo.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że to przez nią zerwali. Przecież ona nawet nie dała mu się wytłumaczyć. Chciał ale mu nie dała szansy. On ją kocha całym sercem. Nie wiedziała tylko, że on również w tym samym czasie co ona oglądał album, który dostał od niej. Na końcu były podobne słowa. Jedyna różnica była taka, że oboje chcieli do siebie iść właśnie w tej chwili ale nie byli gotowi na to. Po prostu się bali odrzucenia. Wreszcie oboje nie wytrzymali. Violetta przebrała się szybko w inne ciuchy i zrobiła porządek ze swoim makijażem, który był cały rozmazany. Wzięła torebkę i wybiegła z domu. Leon zrobił to samo tylko wybiegł z domu jak był bo dopiero wrócił ze szkoły. Nie mieli do siebie daleko więc spotkali się po drodze. Albo lepiej powiedzieć, że na siebie wpadli.
- Violetta ja... - zaczął ale ona podeszła bliżej i położyła palec na jego ustach tym samym mu przerywając.
- Proszę cię ja chce najpierw - odparła a on pokiwał głową. - Słuchaj chciałam cię przeprosić. Ja nie powinnam na ciebie tak naskakiwać ale powiedziałeś, że jestem naiwna a ja myślałam, że straciłeś do mnie zaufanie a tego bym nigdy nie chciała. Przez te kilka dni bardzo cierpiałam przez nasze zerwanie. Przed chwilą dopiero zdałam sobie sprawę, że to moja wina. Że to przeze mnie zerwaliśmy. Ja od razu chciałam iść do ciebie żeby wszystko wyjaśnić ale spotkałam cię więc... Przepraszam - chciała odejść ale chłopak odwrócił ją do siebie i pocałował namiętnie w usta.
- Proszę... cię... nigdy... więcej... ze... mną... nie... zrywaj... bo... wtedy... dostaję... szału - mówił między pocałunkami.
- Nigdy... więcej... tego... nie... zrobię... obiecuję - odparła.


Natalia siedziała w parku na ławce koło fontanny. Chciała chwilę pobyć sama. Clara powiedziała jej, że firma należąca wcześniej do jej rodziców teraz należy do niej. Wcześniej nic jej nie mówiła bo nie chciała jej martwić. Nagle ktoś zakrył jej oczy. Od razu wiedziała kto to.
- Cześć Maxi - zaśmiała się.
- Skąd wiedziałaś, że to ja? - zdziwił się siadając koło niej
- Intuicja - uśmiechnęła się.
- A tak na serio? - spojrzał na nią
- A tak na serio to tylko ty mi tak robisz i dlatego od razu wiedziałam kto to - wyjaśniła patrząc mu w oczy.
- Ouu.. a ja chciałem ci zrobić niespodziankę - zasmucił się.
- Kotek nie smuć się dla mnie niespodzianką jest to, że tu jesteś. Jeszcze tydzień temu cię nie było i bardzo za tobą tęskniłam a dzisiaj... znowu jesteś tutaj z nami... ze mną - pocieszyła go i wtuliła się w niego.
- Kocham cię - pocałował ją w czubek głowy.
- Ja ciebie bardziej - szepnęła.
- Nie bo ja bardziej - zaprzeczył.
- Wcale, że nie - oderwała się od niego i zaczęła się z nim "kłócić" kto kogo bardziej kocha. Wreszcie po pięciu minutach nie wytrzymała i pocałowała go namiętnie w usta. - I co teraz potwierdzisz, że ja bardziej? - zapytała
- No dobra - westchnął a ona się zaśmiała i z powrotem wtuliła w chłopaka.
- O czym myślałaś zanim przyszedłem? - zapytał
- Wiesz... Clara mi powiedziała, że firma rodziców należy teraz co mnie - wyjaśniłam.
- Czyli już wiesz - bąknął.
- Wiedziałeś? - zdziwiłam się
- Powiedziała nam jak byłaś w śpiączce - wyznał.
- Aha. Idziemy do Resto? - spytała
- Chodź - wziął jej rękę i poszli do baru.



Koniec. Na razie tylko bo następny będzie taki... dziwny bo wszystko wywróci się do góry nogami. Ale to w następnym i więcej szczegółów nie zdradzę <3
Te amo :*
Ciao :)