piątek, 25 października 2013

Rozdział 11

Naty
Właśnie jestem w drodze do Studio. Całą drogę myślałam o wszystkim. O moich przyjaciołach, Clarze, Maxi'm. Bardzo ich wszystkich kocham. Dobrze, że mam ich i oni mnie nie opuszczą. Wreszcie doszłam do Studio. Mojego drugiego domu. Przed budynkiem zauważyłam Maxi'ego siedzącego na ławce ze spuszczoną głową. Szybko do niego podeszłam i usiadłam obok.
- Hej skarbie - pocałowałam go w policzek.
- Cześć - bąknął.
- Misiek co jest? - zapytałam patrząc na niego
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczął smutno.
- Co takiego? - zapytałam
- Ja.. ja muszę wyjechać - wyszeptał.
- Jak to? - w moich oczach pojawiły się łzy
- Moja babcia, która mieszka we Włoszech zachorowała i musimy do niej jechać. Mój ojciec ma już tam załatwioną pracę. Wyjeżdżam i nie wiem kiedy wrócę - odparł. Nie wiedziałam co powiedzieć. Spuściłam tylko głowę a z moich oczu popłynęły łzy. Maxi widząc moją minę szybko mnie do siebie przytulił. - Przepraszam - szepnął mi do ucha.
- Nie masz za co. To przecież nie twoja wina. A kiedy wyjeżdżasz? - zapytałam cicho
- Już jutro - oznajmił.
- Chodź na zajęcia - pociągnęłam go za rękę i poszliśmy do auli. Jak już weszliśmy brakowało tylko kilku osób. Zajęliśmy więc wolne miejsca.
- Hej co jest? - zapytała Fran
- Wyjeżdżam - odparł Maxi.
- Co? - zapytali wszyscy
- Słuchajcie nie wiem kiedy wrócę bo moja babcia jest poważnie chora ale wiecie, że nigdy o was nie zapomnę - próbował się uśmiechnąć ale nic to nie dało. Do sali weszła Ludmiła a za nią Diego.
- Przejście gwiazda idzie - wykrzyknęła.
- Dobra ją chce zapomnieć - oznajmił Maxi. Nagle do sali weszła Viola z Larą a za nimi Leon z Federico.
- Co wy macie takie miny? - zapytała Lara patrząc na nas a Maxi im wszystkie wyjaśnił
- Czyli, że wyjeżdżasz? - zapytała smutno Viola a on pokiwał głową. Do auli wszedł Pablo i zaczął lekcję. Ja do końca wszystkich dzisiejszych zajęć pawie się nie odzywałam. W domu też nie wiele mówiłam. Maxi ma jechać jutro o 13. Umówiliśmy się, że o 10 do niego przyjdziemy. Dobrze, że jutro jest sobota i nie idziemy do Studio.
Następny dzień.
Przez całą noc prawie nie spałam. Udało mi się zaspać na jakieś 4 godziny. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się ogarnąć. Po tym ubrałam się w to:
I zeszłam na dół na śniadanie.
- Skarbie nie martw się. Przecież nie jedzie tam na zawsze co nie? - Clara mnie przytuliła a ja się wtuliłam. Po zjedzeniu śniadania poszłam jeszcze na górę. Z szuflady w biurku wyciągnęłam album ze zdjęciami. Otworzyłam go i zaczęłam oglądać.
Przyjaciółki na wieki <3
KOCHAMY CIĘ :*
Wszystkie trzy dziwne na maxa :P
Fede :)


Dwie wariatki na zdjęciu nam się znalazły :P
Tu Maxi i Broduey :D

Leon co ci?! Nawet Andreas przy tobie jest normalny <3
Tu piszę Cami :)




Na zdjęciu mamy trzech gangsterów hahahha
P.S. Tu Viola i Fran <3 
Bromi już wkrótce <3
Viola, Fran, Naty i Lara <3
Słodka Marcesca :*
Nasza kochana Leonetta <3
I WRESZCIE BO ILE MOŻNA CZEKAĆ?! NAXI <3 :*:*
A tu cała paczka oprócz was gołąbeczki :*
Przy ostatnim zdjęciu poleciało mi kilka łez, które od razu wytarłam. Schowałam album do szuflady i zeszłam na dół. Wzięłam torebkę.
- Wychodzę już - krzyknęłam do Clary i wyszłam z domu. Ruszyłam w stronę domu swojego chłopaka. Po jakiś 10 minutach już byłam. Spojrzałam na zegarek. 9:45. Przed czasem. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi. Po chwili otworzyła mi 5-letnia Mechi.
- Naty cześć - wykrzyczała przytulając się do moich nóg.
- Cześć Mechi - wzięłam ją na ręce.
- Szkoda, że wyjeżdżamy. Będę tęsknić - przytuliła się do mnie.
- Ja też - uśmiechnęłam się lekko. Mech pociągnęła mnie za rękę do salonu. Okazało się, że wszyscy przyszli wcześniej. - Hej - przywitałam się z nimi a mojemu chłopakowi dałam całusa w policzek.
- Cześć - uśmiechnęli się.
-  Mech idź się pobaw do pokoju - odparł Maxi a ona wybiegła. Usiadłam koło Maxi'ego.
- To co robimy? - zapytała Viola
- Może pójdziemy na spacer? - zaproponowała Cami
- Mamo wychodzę - krzyknął Maxi po czym wyszliśmy z jego domu.
- Dobra. Od teraz aż do 13 nie wspominamy o wyjeździe i bawimy się jakby w ogóle nikt nie wyjeżdżał ok? - Fran na wszystkich spojrzała
- Dobra - uśmiechnęliśmy się. Maxi złapał mnie za rękę. Najpierw poszliśmy na lody i usiedliśmy z nimi w parku. Każdy się wygłupiał a najbardziej Leon razem z Andreasem. Ciągle się śmiali nie wiadomo z czego. Później poszliśmy chwilę na tor popatrzyć jak Leon jeździ.
- Leon? Lara? Przecież dzisiaj was nie miało być - odparł jakiś blondyn podchodząc.
- O przepraszam bardzo ale ja dzisiaj nie pracuję - zaprotestowała Lara.
- A ja przyszedłem zrobić tylko ze trzy lub cztery kółka i idziemy - dodał Leon.
- Motor jest w garażu - westchnął ten chłopak a Leon odszedł.
- Ej a na pewno wszystko sprawdzone? - upewniała się Lara
- Jak nie wierzysz idź sama zobacz - krzyknął wkurzony i odszedł.
- Debil - wykrzyknęła za nim.
- Chyba ty - usłyszeliśmy jeszcze.
- Kto to? - zapytałam
- Mój brat - odpowiedziała. Leon podszedł do nas już przebrany i z motorem. - Pokarz mi to - warknęła i nachyliła się nad nim.
- Kłótnia? - zapytał prosto z mostu Leon
- Nie denerwuj mnie - wycedziła przez zęby.
- Lepiej już pójdę - Leon wziął motor i odszedł. Przez jakieś pół godziny oglądaliśmy jak jeździ a później poszliśmy na spacer.
- Ej a mam takie pytanie - zaczął Andreas. - Dlaczego kosmici jeszcze nie najechali na ziemię? - zapytał głupkowato a my na niego spojrzeliśmy
- Bo czekają na odpowiedni moment - wymyślił Broduey.
- A za kilka dni przyjdą do ciebie do domu i cię porwą - dodał Maxi.
- Właśnie. Porwą cię do swojego kosmicznego statku a tam... - Leon przerwał.
- Zrobią ci pranie mózgu. Nic nie będziesz pamiętał oraz... - Marco mówił dalej.
- Staniesz się jednym z nich ale wcześniej oni zjedzą ci mózg - wykrzyczał na koniec Federico.
- Aaaaa... - Andreas zaczął uciekać. Wszyscy leżeliśmy na ziemi ze śmiechu a ludzie przechodzący koło nas dziwnie się na nas patrzyli.
- O rany jaki on głupi - westchnęła Lara.
- Taa no jak można wierzyć w kosmitów? - zapytał Federico śmiejąc się
- No nie można. Ale to Andreas jego logiki nikt nie zrozumie - Leon nadal się śmiał. - Ja coś o tym wiem bo znam go od dziecka - dodał.
- Dobra. Gdzie teraz idziemy? - zapytała Viola
- Na pizze - krzyknęli chłopaki.
- Dobra - wstaliśmy z ziemi i ruszyliśmy do pizzerii. Zamówiliśmy dwie duże z salami i pieczarkami. Przy ich jedzeniu nadal się śmialiśmy. Za każdym razem z czego innego. Po chwili zaczęliśmy śpiewać.

Hay mil sueños, de colores
No hay mejores ni peores
Solo amor, amor, amor y mil canciones
Oh

Ya no hay razas, ni razones
No hay mejores, ni peores
Solo amor, amor, amor y mil opciones
De ser mejor

Hay canciones
De ser mejor
De ser mejor

Wszyscy w pizzerii zaczęli klaskać.
- Już 12:30 - odezwała się Fran patrząc na zegarek.
- Czyli to już? - zapytała Cami
- Chodźcie - wyszliśmy i ruszyliśmy do domu Maxi'ego. Dotarliśmy tam po jakiś 20 minutach. Kiedy już tam byliśmy zaczęliśmy się żegnać. Najpierw podeszła Viola, Fran i Cami.
- Dziewczyny będę bardzo tęsknił za wami. Fran za twoimi szalonymi pomysłami. Cami za twoją wybuchowość a Viola za to, że zawsze jesteś taka miła i od razu stałaś się moją przyjaciółką - cała czwórka się przytuliła a dziewczyny zaczęły płakać. - Ej nie płakać mi tu. Przecież wrócę - odparł.
- Ja też będę tęsknić - Lara go przytuliła.
- No stary proszę cię wróć szybko. All for you bez ciebie nie ma sensu - oznajmił Leon podchodząc do niego.
- Dzięki Leon - zrobili męski uścisk. Później pożegnał się z resztą chłopaków. Na końcu zostałam ja.
- To my będziemy czekać na polu - powiedziała Fran i wszyscy wyszli.
- Będę tęsknił - spojrzał mi w oczy.
- Ja też - po moim policzku spłynęła łza. On od razu ją starł.
- Nie płacz. Wrócę - przytuliłam się do niego.
- Kocham cię - wyszeptałam.
- Ja ciebie też - szepnął. Odsunęłam się od niego po czym pocałowałam go w usta. Po chwili wyszliśmy z jego domu. Pod domem byli już jego rodzice.
- Pa Naty - Mech mnie przytuliła.
- Pa mała. Mam do ciebie ogromną sprawę - zaczęłam. Nachyliłam się nad jej uszkiem. - Pilnuj mi tam Maxi'ego ok? - szepnęłam
- Jasne - krzyknęła i znowu mnie przytuliła. Po chwili pobiegła do Violi, Fran i Camili. - Pa - przytuliła je po kolei. Odwróciła się do mnie i puściła mi oczko a ja się uśmiechnęłam do niej. Podszedł do mnie jeszcze Maxi i znowu przytulił.
- Pamiętaj, że wrócę i to szybko - szepnął mi do ucha a ja pokiwałam głową. Po chwili wsiadł już do auta swoich rodziców. Mercedes nam jeszcze pomachała przez szybkę a my jej.
- Nie martw się wróci - pocieszała mnie Cami obejmując mnie ramieniem kiedy auto odjechało.
- Wiem, że wróci ale będę za nim tęsknić - stwierdziłam cicho.




Może być?! Jak mi się uda to napiszę drugi ale teraz nie dam rady. Idę oglądać Violettę bo nie dałam rady o 16 bo było spotkanie do bierzmowania a że jestem w 3 gimnazjum musiałam iść :)

Kocham was.

Ciao <3 Albo i nie hahah :P

9 komentarzy:

  1. OOOOOO MAXI WYJEŻDZA?!!!!!!!!!
    Mój sens nie ma życia- słowa mojego kolegi XD

    Ale na poważnie,ale zaskoczenie .
    Ja tu myślałam,że będzie coś wesołego,a tu taki smutny rozdział!
    I jeszcze ten album z tymi zdjęciami,jeju! Na serio chce mi się plakać.

    Naty będzie tęsknić <3 Ooo, biedna!
    Maxi musi wrócić,szybko,szybko jak najszybciej :)

    Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <3 Naxi<3 <3 Dawaj tez Fere <3 Czekam na nextaa <3 <3 :-\

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny i smutny <333 ;(
    Tylko nie to!
    Maxi wróć szybko *.*
    Jejku ten album ze zdjęciami *.*
    Naty będzie tęsknić, no ale helloł kto by nie tęsknił ;(
    Mechi *.*
    czekam na next ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow <3 Suuper ! Aż mi się chce płakać :* Mam nadzieję że Maxi szybko wróci ! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Popłakałam się.. przepraszam ale nie dam tak długiego komentarza, wybacz.
    Napisze tylko : To było idealne.

    Pozdrawiam, N.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co? Dlaczego Maxi wyjeżdża? Mam nadzieję, że szybko wróci... ;/
    Jak zwykle świetnie napisany rozdział. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Co tu napisac Rozdział jest świetny jak inne też ..
    Maxi wyjeżdza :( niech szybko wruci bo nati nie wytrzyma <33
    Ja sie popłakałam bo nie mogłam wytrzymac emocji .. i wgl jestem wrażliwa hehehe ...
    czekam na next <333 kochm tego bloga

    OdpowiedzUsuń