piątek, 4 października 2013

Rozdział 4

Kilka dni później
Maxi
Naty czuję się już lepiej ale nadal nic nie pamięta. Reszta paczki nawet nie wie, że się obudziła. Może lepiej jak się nie dowiedzą?! Sam nie wiem. Akurat jestem w drodze do Studio.
- Cześć - przywitałem się z resztą kiedy byłem pod szkołą.
- Hej Maxi - uśmiechnęli się. 
- Czemu nie wchodzicie? - zapytałem
- Nie ma Angie i mamy pierwsze zajęcia odwołane - wyjaśniła Fran.
- A czemu jej nie ma? - ponownie zapytałem
- Tego nie wiemy. Violi na razie też nie ma co mnie martwi - dodał Leon.
- Nie przejmuj się na zapas. Zaraz przyjdzie - poklepałem go po ramieniu. Zobaczyłem, że w naszą stronę idzie Lara a razem z nią Federico.
- Ooo szykuje nam się nowa parka - Cami i Fran się zaśmiały.
- Cześć - przywitali się kiedy do nas doszli.
- HEJ - krzyknęły dziewczyny. 
- Eee... można wiedzieć co się wam stało? - zapytała przerażona Lara
- Musimy pogadać - powiedziały stanowczo, złapały ją pod ramiona i zaczęły iść w stronę szkoły. Lara odwróciła głowę i poruszyła ustami tworząc słowo "Pomocy". 
- Współczuję jej - zaśmiał się Fede i odwrócił się do nas a my na niego spojrzeliśmy. - Co? - zapytał
- Podoba ci się? - zapytał prosto z mostu Leon
- Kto? - nie kumał o co chodzi
- No Lara a kto? - zaśmiał się Broduey
- Ona? Mi? Nieeee - zaprzeczył szybko.
- No jasne - stwierdziliśmy sarkastycznie. Za Leonem pojawiła się Viola ale dała nam znak, że mamy być cicho. Objęła go rękami za szyje i pocałowała w policzek.
- Hej Leoś - obeszła go i usiadła mu na kolanach.
- Hej Violuś - uśmiechnął się do niej.
- A gdzie dziewczyny? - zapytała
- Poszły o coś wypytać Larę - spojrzałem na Federico.
- Ty - Violetta wstała z kolan swojego chłopaka i podeszła do kuzyna.
- Co ja? - zapytał
- Fede znamy się najlepiej. Gadaj czy ona ci się podoba - odparła stanowczo.
- NIE - zaprzeczył. 
- Taa bo uwierzę. Idę do dziewczyn. Cześć - pomachała nam i odeszła.
- A ja mam takie pytanie... - zaczął Fede. - Dlaczego się o to pytacie? - wrzasnął
- Bo dziewczyny zauważyły was razem a teraz pewnie wypytują Larę - odparłem a reszta na mnie spojrzała. - No co? Cami i Fran znam baaardzo długo i wiem do czego są zdolne - zaśmiałem się.
- Racja - stwierdzili Broduey, Leon, Marco i Andreas.
- Ej a właśnie czemu nie idziemy na zajęcia? - zapytał zdziwiony Federico
- Bo nie ma Angie - wyjaśniliśmy razem wszyscy.
- Ok? Czyli mamy godzinę wolną? - zapytał ponownie
- Na to wychodzi - zaśmiał się Leon.
- To czemu nie idziemy do Resto tylko tu stoimy jak kołki? - zadał kolejne pytanie
- Kto idzie po dziewczyny? - zapytał Broduey
- Ty i Fede - zaśmiał się Marco.
- A czemu nie ty? - Broduey spojrzał na meksykanina
- Bo ty i Cami musicie pogadać - uśmiechnął się szeroko.
- Wcale nie. Zresztą ani ja ani Fede jeśli pójdziemy prawa głosu mieć nie będziemy - zrymował Samuca.
- Co racja to racja. Ale nam się nie chcę - przyznałem a Marco, Leon i Andreas zaśmiali się razem ze mną.
- A czemu ty nie idziesz? - zapytał Federico
- Bo... ja... - próbowałem coś wymyślić. - Clara do mnie dzwoniła i prosiła bym tam przyjechał - wymyśliłem szybko.
- Nie kłam. Cały czas siedziałeś z nami. Idziesz - oboje pociągnęli mnie za rękawy w stronę szkoły.
- No już idę sam. Puśćcie mnie - powiedziałem. Kiedy szyliśmy zadzwonił mi telefon. Clara. Ona to wie kiedy zadzwonić. Uwielbiam ją. - Czekajcie - poprosiłem. - Halo? - zapytałem
- Maxi? Masz teraz zajęcia? - zapytała
- Nie mam jeszcze godzinę wolną. A coś się stało? - zapytałem
- Nie... tylko mógłbyś przyjechać na chwilę do Naty bo ja muszę pojechać do domu po jakieś ubrania dla siebie i dla niej bo ona ciągle chodzi w tym samym - wyjaśniła.
- Dobra. Za chwilę będę - rozłączyłem się. - Chłopaki szkoda ale muszę lecieć. Powodzenia - pomachałem im i ruszyłem w stronę wyjść.
- MAXI - krzyknęli za mną. Szybko pobiegłem do taksówki i pojechałem do szpitala.
- Cześć dziewczyny - przywitałem się z nimi kiedy już byłem w sali Naty.
- Hej. Szybki jesteś - zaśmiała się Clara. Zobaczyłem, że Natalia śpi. - Dobra ja powinnam być za jakąś godzinę jakbym była dłużej to dam ci znać - stwierdziła.
- Ok. Dawno zasnęła? - zapytałem
- Chwilę temu. Dobra jakby coś się działo dzwoń do mnie ale najpierw zawołaj lekarzy - powiedziała.
- Dobra, dobra nie jestem dzieckiem - zaśmiałem się. Clara na mnie spojrzała i wyszła z sali. Usiadłem na krześle obok łóżka wyciągnąłem telefon i zacząłem grać w gry.



Lara
Właśnie razem z dziewczynami stoję przy szafkach i rozmawiamy o wszystkim. 
- BUU - za nami pojawili się Broduey i Federico a my pisnęłyśmy lekko.
- Nienormalni - wrzasnęłam.
- My? - zapytał zdziwiony Fede
- A kto może my? - zapytała wkurzona Cami patrząc na Broduey'a
- Oj Fede ty chyba chcesz mieć przechlapane u swojej kochanej kuzyneczki nie? - Violetta zdenerwowana spojrzała na kuzyna
- Mmmm... uwielbiam cię wkurzać - zaśmiał się.
- A ja uwielbiam cię walić po głowie - dodała.
- Idziecie do Resto? - zapytał Broduey
- Z wami? Za nic w świecie - zaprzeczyłam z Camilą.
- Z resztą też - dodali razem.
- Oni przynajmniej są normalni, nie to co wy - Fran poszła przodem a my za nią.
- Baby - westchnęli a my się obróciłyśmy w ich stronę.
- Coś mówiliście? - wycedziłam przez zęby
- Tak, że jesteś okropna - Federico głupio się uśmiechnął.
- O serio? A może ty nie jesteś co? - zapytałam i zaczęłam iść w stronę baru
- Ty gorsza - krzyknął za mną.
- FEDE - usłyszałam jeszcze krzyk Violetty ale później już nic bo weszłam do baru. Podeszłam do jednego ze stolików i przy nim usiadłam. Po chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
- Cześć co podać? - zapytała z uśmiechem
- Yyy... sok... - nie skończyłam bo ktoś pojawił się za mną i odpowiedział za mnie.
- Dwa razy sok truskawkowy - dokończył Federico.
- Ok. Zaraz będzie - kelnerka odeszła a ten idiota usiadł na przeciwko mnie.
- Czego chcesz? - zapytałam obojętnie
- Pogadać - odparł.
- Hmm... co oberwało ci się od Violi i teraz kazała ci mnie przeprosić? - zapytałam sarkastycznie
- Szczerze to... tak - spuścił wzrok. W tej samej chwili dziewczyna przyniosła nam soki.
- Proszę - uśmiechnęła się.
- Jesteś nową kelnerką? - zapytałam 
- Tak. Od wczoraj. Jestem Mara - przedstawiła się.
- Lara - uśmiechnęłam się.
- A ja Federico - wtrącił się chłopak.
- Nikt cię nie pytał - warknęłam.
- Czy ty zawsze musisz się ze mną kłócić? Co to jest jakieś twoje hobby? - zapytał
- Nie - zaprzeczyłam. - Luca biorę sobie na wynos - krzyknęłam do brata Francesci.
- Dobra - odkrzyknął. Wzięłam do ręki sok i wyszłam z baru. Po chwili byłam już w parku i usiadłam na jednej z ławek. 
- Czemu ty wiecznie się ze mną kłócisz? - zapytał głos za mną a ja się odwróciłam
- Bo mnie ciągle denerwujesz - poprawiłam sobie włosy, które opadały mi na oczy. Federico usiadł obok mnie. - Idź sobie - rzuciłam obojętnie w jego stronę.
- Nie - zaprotestował.
- To ja stąd idę - wstałam z ławki i już miałam odchodzić ale chłopak złapał mnie za nadgarstek i odwrócił w swoją stronę tak, że byłam tylko kilka centymetrów od jego twarzy. Stałam tak kilka sekund po czym zorientowałam się, że on się do mnie zbliża. Nie potrafiłam się odsunąć. Byłam jak sparaliżowana. Jak był już zaledwie parę milimetrów od moich ust opamiętałam się. - Co... ty... robisz? - zapytałam ostrożnie nie wykonując żadnych ruchów
- Sory - odsunął się ode mnie. Szybko stamtąd odeszłam nie oglądając się do tyłu. Od razu poszłam do domu.
- Lara co się stało? - zapytał mój 15-letni brat kiedy weszłam do domu
- Nic - poszłam od razu do swojego pokoju. Tam położyłam się i zaczęłam myśleć. Głównie to o Federico. Tylko dlaczego? Ja nic do niego nie czuję. Chociaż... Nie Lara przestań. NIC DO NIEGO NIE CZUJĘ. Próbowałam to sobie wmówić ale nic to nie dało. Może ja wkurzałam bo jego lubiłam a chciałam to ukryć. No w sumie to jest możliwe.
- Lara - do mojego pokoju wszedł Nicolas.
- Nicolas ile razy ci mówiłam zanim wchodzisz pukaj - powiedziałam.
- Pukałem ale ty nie słyszałaś. Ktoś do ciebie - wyszedł z mojego pokoju. - Wejdź - usłyszałam jeszcze jak do kogoś mówi a po chwili w moim pokoju był Fede.
- Co ty tu robisz? - zapytałam wkurzona
- Chciałem pogadać - wyjaśnił.
- Nie mamy o czym - stwierdziłam.
- Mamy - powiedział stanowczo.
- Wcale nie - zaprzeczyłam stając.
- Mamy i to dużo - upierał się przy swoim.
- Kto cię w ogóle wpuścił co? - zapytałam
- Twój brat - odparł.
- Niech ja go tylko dorwę to pożałuje szczur mały - wyszeptałam.
- To co pogadamy? - zapytał
- Nie mamy o czym. Ile razy jeszcze mam ci to powtarzać? - oznajmiłam
- Proszę. 5 minut - spojrzał na mnie.
- Nie - zaprzeczyłam. - A teraz lepiej już idź - pokazałam ręką na drzwi.
- Nie idziesz już dzisiaj na zajęcia? - zapytał
- Nie mam ochoty. Idź - powtórzyłam a on wyszedł. Opadłam z powrotem na łóżko. Dzisiaj nigdzie już nie wstaję. Nie mam na to ochoty. Jeszcze chwilę poleżałam po czym zamknęłam oczy i zasnęłam.


Naty
Kiedy się obudziłam i rozglądnęłam po sali nie było w niej Clary tylko na krześle siedział Maxi.
- O już się obudziłaś? - zapytał kiedy zaczęłam się podnosić
- Tak. Gdzie Clara? - zapytałam
- Pojechała na chwilę do domu po jakieś rzeczy i poprosiła bym z tobą został - wyjaśnił uśmiechając się do mnie. - Jak się czujesz? - zapytał po chwili a ja wzruszyłam ramionami
- Oprócz tego, że muszę tu leżeć, prawie nic nie pamiętam i moi rodzice nie żyją jest ok - odparłam. Nagle zadzwonił jego telefon a on odebrał. 
- Halo?... Fede... Stary daj mi dojść do słowa - wrzasnął po chwili do słuchawki. - Wreszcie. Po kolei co się stało? - zapytał a po chwili nie mógł powstrzymać się od śmiechu - I co? Teraz przyznasz nam rację? - zaśmiał się do słuchawki - Nie Fede... Federico nie rozłączaj się - dalej się śmiał. - To dzwoń do innych ale będzie to samo zobaczysz - kiedy rozłączył się coraz bardziej się śmiał.
- Co się stało? - zapytałam zdziwiona
- Kumpel rano wypierał się, że podoba mu się nasza przyjaciółka a jakieś pół godziny temu próbował ją pocałować - nadal się śmiał.
- Serio? - zapytałam a on pokiwał głową. Lekko się uśmiechnęłam.
- A tak w ogóle kiedy wychodzisz? - zapytał kiedy przestał się śmiać
- Sama nie wiem. Lekarze nic nie mówili - odpowiedziałam. Nagle do sali weszła Clara.
- Hej już jestem - powiedziała.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niej.
- Cześć skarbie. Wyspałaś się? - zapytała całując mnie w czoło
- Tak - odparłam krótko.
- Dobra ja będę już leciał bo mam zajęcia - spojrzał na zegarek po czym pisnął.
- Maxi co jest? - zapytała Clara
- Zajęcia z Gregorio on mnie zabije - pisnął znowu. - Lecę. Cześć dziewczyny - szybko wybiegł z sali.
- Widzę, że już się do niego przyzwyczaiłaś - Clara uśmiechnęła się i podała mi sok pomarańczowy.
- Tak - stwierdziłam.
- Wiesz co skarbie... Chyba najlepszym sposobem na przywrócenie pamięci jest wracanie do uczuć - usiadła koło mnie na łóżku.
- Ale o co ci chodzi? - zapytałam nie wiedząc o co jej chodzi
- No... mówię o tym, że Maxi ci się podobał. Był twoim najlepszym przyjacielem od samego początku. Pomagał ci do egzaminów wstępnych i sam ci to zaproponował - uśmiechnęła się.
- Serio? - zapytałam a ona pokiwała głową - A kiedy będę mogła wyjść? - zapytałam
- Dzisiaj wychodzisz i od razu zdejmują ci gips. Od jutra będziesz mogła chodzić do Studio tylko nie będziesz mogła się przemęczać - oznajmiła.
- Studio to jest ta szkoła co Maxi mi o niej opowiadał? - zapytałam nie pewnie
- Tak. Chodź zaraz przyjdzie po ciebie pielęgniarka - po chwili poszłam zdjąć gips. Po kilku minutach poszłam się ubrać do łazienki. Założyłam to:
Razem z Clarą opuściłyśmy ten szpital. Mam nadzieję, że już nigdy tu nie wrócę. Kiedy byłyśmy na parkingu zauważyłam szofera i limuzynę. Wsiadłyśmy do niej i pojechałyśmy do domu. Kiedy tam byłyśmy Clara zaprowadziła mnie do mojego pokoju ale najpierw oprowadziła po domu bo wszytko zapomniałam. W pokoju położyłam się na łóżku. Te szpitalne łóżka są takie nie wygodne. A to jest mięciutkie. Po chwili już spałam.
Następny dzień.
Obudziłam się o 7. Zeszłam na śniadanie. Były naleśniki z syropem a do tego sok pomarańczowy. Po śniadaniu poszłam na górę. W łazience wykonałam poranne czynności. Ubrałam się w to:
Paznokcie miałam pomalowane tak:
Zeszłam na dół. Clara zawiozła mnie pod tą szkołę. Powiedziała, że spotkam tu Maxi'ego. Po tym pocałowała mnie w czoło i pojechała do domu. Weszłam nie pewnie do środka szkoły. Wszędzie tańczyli i śpiewali różne osoby. Nagle wpadłam na jakąś blondynkę.
- No znowu ty. Ile razy mam powtarzać żebyś uważała - wrzasnęła i odeszła. Pierwszy raz ją widzę. Nagle podbiegła do mnie jakaś dziewczyna i mnie przytuliła. Zdezorientowana odsunęłam się od niej.
- Naty? Co jest? Kiedy się obudziłaś? Czemu nie zadzwoniłaś? - zaczęła mnie o wszystko pytać. Znowu pobiegły do mnie dwie dziewczyny i mnie przytuliły.
- Naty - pisnęły. Za nimi przyszli jacyś chłopcy. Nagle ktoś zasłonił mi oczy. Odwróciłam się i zobaczyłam Maxi'ego. Od razu rzuciłam mu się na szyję wtulając się w niego.
- Naty? Co jest? - zapytał
- Ja ich nie znam - wyszeptałam bliska płaczu.
- Ale.. pamiętasz zdjęcia, które ci pokazywałem? - zapytał kiedy się od niego odsunęłam a ja pokiwałam głową - To twoi przyjaciele - dodał i pokazał na nich.
- Maxi czemu ona nas nie pamięta? - jedna z dziewczyn prawie płakała
- Ona... pamięta wszystko do przyjazdu do Buenos Aires - wyjaśnił a ja się w niego wtuliłam.
- Ale... jak ciebie pamięta? - zapytał jeden chłopak
- Bo ona nie jest w śpiączce od kilku dni. Nie zabijcie mnie - poprosił.
- Ja cię zabiję - dziewczyna z rudymi włosami chciała do niego podejść ale chłopak o ciemnej cerze ją złapał w pasie i trzymał mocno.
- Nie chciałem was martwić. Sam byłem przybity tym że nas nie pamięta - dodał Maxi. - Naty popatrz na mnie - poprosił a ja tak zrobiłam. - Przypomnij sobie zdjęcia, które ci pokazywałem a później im się przyjrzyj - dodał.
- Ale... ja i tak nie będę wiedzieć kim są - łza spłynęła mi po policzku a Maxi mnie do siebie przytulił.
- Czyli nic nie pamięta tak? - zapytała brunetka
- Lekarz mówił, żeby jej mówić co robiliśmy, pokazywać zdjęcia i tak dalej to odzyska pamięć. Zdjęcia już jej pokazywałem ale... nic nie dały - wyjaśnił Maxi. - A teraz z innej beczki. Jak tam Fede? - zapytał jednego z chłopków i zaczął się śmiać
- Przywalę ci - warknął chłopak z włosami kilkanaście centymetrów do góry. 
- Lara - zawołał jakąś dziewczynę Maxi.
- O nie - dziewczyna szybko się odwróciła i poszła w innym kierunku.
- Rusz się - Maxi popchał tego samego chłopaka w kierunku w którym poszła dziewczyna.
- Co ja? Co ty chcesz? - zapytał zdziwiony
- Jeśli nie pójdziesz to powiem co mi powiedziałeś - zaszantażował go.
- Nie zrobisz mi tego co stary? - zapytał przerażony
- Sory ale zrobię - zaśmiał się.
- Nie cierpię cię - chłopak odszedł. Ja nadal przytulałam się do Maxi'ego.
- Może łatwiej ci będzie jak powiem ich imiona - zaproponował a ja pokiwałam głową. - To Violetta - pokazał na brunetkę. - Camila i Francesca - pokazał na rudą i o czarnych włosach. - Leon, Andreas, Marco i Broduey - pokazał na każdego po kolei. Ostatni nadal trzymał Camilę w pasie.
- Puść mnie już - wycedziła przez zęby.
- A będziesz grzeczna? - zaśmiał się Marco
- Zaraz to ciebie będę chciała zabić - warknęła do niego. Broduey ją puścił. - Dziękuję - stwierdziła sarkastycznie. - Szkoda, że nas nie pamiętasz - podeszła do mnie. - Mam nadzieję, że szybko ci pamięć wróci - dodała. - A ty już masz przechlapane - zwróciła się do Maxi'ego. 
- Lepiej od niego odejdź - Broduey pociągnął ją w swoją stronę.
- Daj mi spokój - powiedziała.
- Nie bo chcę żeby mój przyjaciel żył - zaśmiał się.
- Teraz wy zaczniecie się kłócić? - zapytała Francesca ale oni jej nie słuchali tylko się kłócili
- Czyli twoim zdaniem dobrze zrobił, że nam nie powiedział, że się obudziła? - zapytała wkurzona
- Tego nie powiedziałem. Ale ja nie chciałem go udusić tak jak ty - bronił się chłopak.
- A wiesz gdzie ja to mam? To jest nie sprawiedliwe,  że tylko on wiedział, że Naty się obudziła a nam nic nie powiedział - wrzasnęła.
- Przestań się drzeć - poprosił. - Dobra może i to jest nie sprawiedliwe ale tak jak powiedział nie chciał nas martwić - dodał.
- To w końcu czyją stronę trzymasz? Jego czy moją co? - zapytała patrząc na niego
- Eeee... - nie wiedział co powiedzieć.
- Stary wiej póki możesz - powiedział do niego brunet w koszuli.
- Leon siedź cicho - rozkazała Camila. - No doczekam się odpowiedzi czy nie? - zapytała
- Ale jak mam wziąć stronę któregoś z was jak oboje jesteście dla mnie ważni? - zapytał
- Czyli jego stronę bierzesz. Dobra - chciała odejść ale Broduey pociągnął ją za rękę do siebie i pocałował w usta. Wszyscy oprócz mnie otworzyli szeroko oczy i usta. Violetta i Francesca zaczęły piszczeć a chłopacy gwizdać.




Tamtamtamtam... 
Bromi jest już tuuu ( MOŻE)... 
Fere już kłótnia... 
Naty wróciła do Studio.
Super teraz poczekajcie do następnego a się dowiecie co dalej. Nie wiem kiedy go dodam ale postaram się jeszcze w tym tygodniu.
Ładne zdjęcie co nie?!
 Kocham je!
Zauważyliście, że tutaj w odcinku 74 pod koniec:
Mają te same ubrania co na tym ( chyba) wywiadzie czy coś takiego:
Bo ja się trochę zdziwiłam.

Buziaczki kocham was <3
:*:*

6 komentarzy:

  1. Ja właśnie też sobie tak mówie : " Ej oni nie mieli tych ciuchów w tym wywiadzie" ;D
    P.S Rozdział bardzo fajny ! <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny Rozdział!
    Naxi!<33
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  3. ŚWIETNY BLOG <3
    ZAPRASZAM NA MOJA OPOWIEŚĆ O NAXI :3
    http://naxi-the-beginning-of-big-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. sory, że dopiero teraz, ale wcześniej nie miałam jak
    rozdział extra <333
    Naxi przytulanko
    szkoda, że ich nie pamięta ;(
    Bromi <33
    haha i te kłótnie wszystkich, po prostu ubóstwiam *.*
    idę czytać kolejny ;*

    teraz jak napisałaś dopiero zauważyłam, że mają te same ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam do siebie xd http://quiero-naxi-i-caxi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń